Odrobina wolności w Domu Pomocy Społecznej

    Odrobina wolności w Domu Pomocy Społecznej

    Zdzisław SUROWANIEC

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Ogród przy Domu Pomocy Społecznej.

    Ogród przy Domu Pomocy Społecznej. ©Z. Surowaniec

    - Każdy z moich mieszkańców jest inny. To jest tak, jakbym miał pod opieką osiemdziesięciu ośmiu jedynaków - śmieje się Jan Gorczyca, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Stalowej Woli.
    Ogród przy Domu Pomocy Społecznej.

    Ogród przy Domu Pomocy Społecznej. ©Z. Surowaniec

    Do opieki nad "jedynakami" dyrektor ma profesjonalny personel. Ale także niezwykłą grupę - dziesięć więźniarek z Aresztu Śledczego w Nisku, które za darmo sprzątają i zajmują się leciwymi mieszkańcami, wymagającymi doglądania przez całą dobę.

    POGODNA ATMOSFERA

    Dom jest wyjątkowym miejscem. Dyrektor Gorczyca wprowadził tu pogodną atmosferę, aby wszyscy czuli się jak u siebie. Ale to zadanie niezwykle trudne.
    Starość wiąże się z bólem, lękiem, samotnością, tęsknotą za tymi, którzy odeszli. Jedni są pogodni jak pani Madzia, inni zgorzkniali, z wszystkiego niezadowoleni, z wieczną pretensją, że życie nie jest takie, jakie by chcieli. Wystarczy przejść korytarzem.
    - Edziu Kowal z Bojanowa! - przedstawia dyrektor mężczyznę bez nóg, na wózku. A pan Edward to jeżdżąca pogodność. Ledwie można go zrozumieć, co mówi, ale jest w nim kipiąca radość. Także jego sąsiad, półnagi - bo gorąco, opalony na brąz, wygląda na szczęśliwego. - O, żeby wszyscy byli tak opaleni - pochwala go dyrektor, który chciałby, aby w letnie dni pokoje były puste, a pełen ludzi był piękny ogródek przy domu.

    Teresa Oleksak ma wygląd ciepłej mamuśki. Z żółtym różańcem w dłoni, zapewnia, że jej tu dobrze. Jej sąsiadka Karolina Świlczyńska z Turbi została sama na świecie i przyjście do tego domu przed ośmioma miesiącami dało jej poczucie bezpieczeństwa. Ale kiedy to mówi, łzy same jej płyną po twarzy.

    DO WIECZNOŚCI

    W kolejnym pokoju osiemdziesięcioletnia kobieta z twarzą oplecioną gęstą siatką zmarszczek, z uśmiechem odmawia zrobienia jej zdjęcia. Jej sąsiadka reaguje demonstracyjnym wyjściem z pokoju, bo sobie nie życzy kontaktu z dziennikarzem. A niepełnosprawna Adrianna Pałka, którą trzeba karmić, najpierw mówi, śmiejąc się do rozpuku, że nie chce zdjęcia, a potem chce, żeby jej zrobić.

    Z domu co jakiś czas ktoś przenosi się do wieczności. Przez dziewięć lat istnienia Domu Pomocy Społecznej zmarło 230 mieszkańców. Właśnie otrzymali informację, że odeszła kobieta, przywieziona tu ze Świętokrzyskiego przed trzema tygodniami. Była tak zaniedbana, że dwa tygodnie przeleżała w szpitalu i tam zasnęła na wieki wieków. Ale jest kilka osób, które są w domu od początku i mają się nieźle.

    Dyrektor Gorzyca ma niezwykle ciepły kontakt z mieszkańcami. Gładzi ich po głowie, do niektórych mężczyzn mówi z rozczuleniem "ty łobuziaku". Zaprowadza do pokoju, gdzie Stanisława Jaworska i Genowefa Puzio przygotowują do suszenia kwiaty suszki. Będą z tego piękne kompozycje. Pokazuje kaplicę, gdzie w każdej chwili mieszkańcy mogą przyjść na modlitwę. W ogrodzie jest wycięta z pnia brzozy kapliczka z postacią Matki Bożej. Tu mieszkańcy odprawiają sobie majówki. Na finał dyrektor pokazuje kuchnię ze sprzętem z nierdzewnej stali.

    ZARYZYKOWAŁ I ZAPROSIŁ

    Do takiego domu przed czterema laty przyszły pracować więźniarki z Aresztu Śledczego w Nisku. Za kraty trafiły z wyrokami po ciężkich przestępstwach. Jedna udusiła dziecko, inna machnęła nożem na pijanego męża i przypadkiem trafiła go w serce. Kolejna nakradła, jeszcze inna oszukała. Recydywistki i nowicjuszki.

    - Byłem trochę jak kamikadze, kiedy zdecydowałem się na ten krok - przyznaje dyrektor. Zgodę na próbę wciągnięcia więźniarek do współpracy dał ówczesny starosta Bronisław Tofil. Chodziło o wolontariat. Więźniarki miały pracować za darmo. Dostawały tylko bilet miesięczny, na miejscu mogły liczyć na obiad i kąpiel. Na początku przyjęto pięć kobiet. Z każdym rokiem przybywało ich.

    Praca oznaczała odbywanie kary w warunkach wolnościowych. Zanim trafiały do Domu Pomocy Społecznej, przechodziły przez selekcyjne sito. Dyrekcja aresztu wyznaczała kobiety, które gwarantowały, że nie uciekną, nie będą używać narkotyków czy alkoholu, nie będą źródłem konfliktów. W zamian otrzymywały powiew wolności. Nie musiały siedzieć za kratami, w ciasnych celach, ciągle w tym samym towarzystwie.

    - W ciągu czterech lat nie było ze strony więźniarek żadnego incydentu - zapewnia dyrektor. No, zgrzyt był tylko z jedną kobietą, ale to było dawno. - To był taki typ filozofki. Chciała dobierać sobie osoby, którymi miałaby się opiekować - tłumaczy. Została odesłana do aresztu.

    CZŁONKAMI RODZINY

    Natomiast wiele więźniarek znalazło tu swoje miejsce. Jedne polubiły pracę w ogrodzie, inne okazały się wspaniałymi nauczycielkami haftowania czy malowania i opiekunkami. - Wtopiły się w środowisko domu, są nie do odróżnienia od zawodowego personelu. Stały się członkami naszej rodziny - zapewnia pracownik socjalny Alina Wyka. Grupa kobiet, która zakończyła odbywanie kary, nabrała takiego sentymentu do domu, że utrzymuje kontakt. Przysyłają kartki na święta, przyjeżdżają w odwiedziny.
    Mimo że więźniarki nie biorą pieniędzy za swoją pracę, otrzymują nagrodę, która warta jest niekiedy kilku lat wolności. To wnioski o pochwałę, jakie dyrektor Jan Gorczyca kieruje do dyrekcji aresztu. Taka pochwała ma duże znaczenie, kiedy więzień stara się w sądzie o skrócenie czasu odbywania kary czy o przepustkę na wolność i kiedy może kilka dni pobyć z rodziną w domu.


    - Ja tu odpoczywam psychicznie i fizycznie - zwierza się więźniarka, sprzątająca w ogrodzie. A najgorsze są dla nich sobota i niedziela, kiedy Dom Pomocy Społecznej nie korzysta z ich pracy i muszą siedzieć w areszcie - mówią.
    - Nikt tu nie robi sensacji z tego, że jesteśmy więźniarkami. Ze wszystkimi rozmawiamy, jesteśmy traktowane jednakowo - zapewnia kobieta, która pracuje od półtora tygodnia. - Dobrze, że jest praca i kontakt z ludźmi - dodaje. Dzięki temu, kiedy po kilku latach wyjdą na wolność, nie będą się czuły, jakby spadły z Księżyca.

    BRAKUJE MIŁOŚCI

    Kolejna więźniarka ma wyjątkową aparycję - zadbana, z dyskretnym makijażem, z dobrze ułożonymi włosami. Na wolności była dziennikarką. Odsiaduje wyrok dziesięciu lat. Ma za sobą sześć lat odsiadki i być może po wcześniejszym zwolnieniu święta Bożego Narodzenia spędzi w domu. Od trzech lat pracuje w Domu Pomocy Społecznej.
    - W więzieniu czuje się ból, ma się poczucie wyeliminowania ze środowiska. Mieszkańcy domu dają mi ciepło, serce, miłość, bo im tego brakuje. Dostając to, mogę dać im to samo, bo również mi tego brakuje - wyznaje. - Przywiązałam się do tych ludzi, praca dla nich pomaga mi przetrwać trudne chwile. Wspaniale uzupełniamy się nawzajem. Im bardziej chorzy, im bardziej cierpiący, tym mają większe serce. To nie ma ceny. Tu jest już moje życie, ja tym żyję.

    - Nauczyłam się od tych ludzi pokory. To jest coś pięknego - patrzeć inaczej na świat, pomimo bólu i trosk. Każdy je ma, tylko trzeba pozytywnie je rozwiązywać, pogodnie patrzeć na życie. Tu w domu żartujemy, dowcipy sobie odpowiadamy. Jeżeli ludzie przy takich cierpieniach mają ochotę się śmiać, to jak ja mogę być zgnuśniała, skrzywiona, z pretensjami do całego świata, że mnie spotkała tragedia? - zwierza się.

    NIE JEJ ŚWIAT

    - Klimaty więzienne nigdy mi nie odpowiadały, ja się w nich nie odnajduję. To nie mój świat. Zaczęłam szukać świata, który pasuje do mojego wnętrza, do tego, kim chcę być i co chcę osiągnąć. To, że w życiu człowieka wydarzy się coś tragicznego, to nie znaczy, że mamy się poddawać. Ludzie mają gorsze tragedie. Jestem osobą wierzącą, a wiara czyni cuda. Ludzie wychodzą z poważnych chorób, gdzie nie ma szansy na przeżycie - mówi, kiedy siedzimy w pokoju, przez który przechodzą mieszkańcy.
    - Wnuki, które się urodziły, kiedy byłam w więzieniu, też mnie odmłodziły - uśmiecha się. - Czuję się potrzebna, wszystko widzę w innych barwach. Wydzwaniam co drugi dzień do dzieci, rozmawiam z wnukami, mam dla kogo żyć.
    I na pożegnanie zapewnia: - Jestem szczęśliwa, że to końcówka więzienia. Ale pomimo radości, będzie mi trudno rozstać się z podopiecznymi.

    Komentarze (4)

    Wszystkie komentarze (4) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Wideo

    Galerie zdjęć