Wędkowanie to jej wielka pasja. Jest jedyną w Tarnobrzegu...

    Wędkowanie to jej wielka pasja. Jest jedyną w Tarnobrzegu kobietą-wędkarką

    Katarzyna SOBIENIEWSKA-PYŁKA tarnobrzeg@echodnia.eu

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pierwszy okoń pani Danuty, złowiony w ubiegłą niedzielę, wrócił z powrotem do wody.

    Pierwszy okoń pani Danuty, złowiony w ubiegłą niedzielę, wrócił z powrotem do wody.

    Danuta Kwitkowska jest jedyną w Tarnobrzegu kobietą-wędkarką. Opowiedziała nam, jak zaraziła się ta męską pasją.
    Pierwszy okoń pani Danuty, złowiony w ubiegłą niedzielę, wrócił z powrotem do wody.

    Pierwszy okoń pani Danuty, złowiony w ubiegłą niedzielę, wrócił z powrotem do wody.

    Kiedy mała, drobniutka blondynka wsiada do samochodu z wędkami, mężczyźni stojący nieopodal uśmiechają się pod wąsem: baba i jedzie łowić? - dziwią się. A ona jeździ już siedemnaście lat.

    - Zaczęłam od wypraw z mężem, od kiedy zostaliśmy małżeństwem - opowiada pani Danusia. - Koleżanki mówiły mi wtedy: znudzi ci się i przestaniesz, bo co to za przyjemność siedzieć na brzegu i patrzeć, jak on moczy kija? Ale ona nie przestała.
    Wyjazdy za miasto, nad wodę, to do dziś jedna z większych atrakcji dla państwa Danuty i Dariusza Kwitkowskich. - Po co siedzieć w mieście, kiedy za oknami wiosna, zieleń i aż żal spędzać czas w blokowych murach? - pytają. Potem wsiadają do samochodu albo na rowery, zabierają prowiant i ze wspólnego wędkowania wychodzi rodzinny piknik. Najczęściej we dwoje.

    - Nasze towarzystwo nam w zupełności wystarcza - zapewniają małżonkowie z 17-letnim stażem. - Ale jak ktoś znajomy ma ochotę się z nami wybrać, nie omawiamy. W grupie też może być wesoło, szczególnie jeśli się ma podobne zainteresowania.

    STARSZY POMOCNIK WĘDKARZA

    Pierwsze wyprawy pani Danusi z mężem polegały głównie na tym, że rozkładała stołeczki wędkarskie, smażyła mięso na grillu i asystowała. - Byłam starszym pomocnikiem wędkarza - śmieje się pani Danuta. - I starszym kucharzem. Ale kiedy tak się temu wszystkiemu przyglądałam, nabierała mnie coraz większa ochota na to, by kiedyś samej spróbować. I złowienie taaakiej ryby wcale nie było nigdy najważniejsze...

    - Nie nastawiamy się na to, że wyjazd nad wodę przyniesie nam kosz ryb, nie wkurzamy się, kiedy nie biorą - mówią państwo Kwitkowscy. - Po prostu siedzimy na brzegu Wisły czy jakiegoś zalewu i patrzymy na przyrodę, wdychamy czyste powietrze, odpoczywamy, cieszymy się swoim towarzystwem.

    JEJ PIERWSZA RYBA

    Obrazki zdenerwowanych wędkarzy, którzy po kilkugodzinnych próbach złowienia czegokolwiek odchodzą z niczym, przeklinając swój niefart, po prostu ich śmieszą. - To nie o to chodzi, żeby zrobić zaopatrzenie do lodówki, choć jeśli się uda coś złowić, to na pewno jest przyjemność - zapewniają małżonkowie wędkarze.

    Pani Danusia, jak dotąd, będąc członkiem koła wędkarskiego, raz łowiła samodzielnie ryby. - To było kilka dni temu, w minioną niedzielę, na stawie w Jeziórku - opowiada. - Złapałam małego okonia, który powędrował z powrotem do wody.

    Trudno mówić o jej większych sukcesach, skoro legitymację członkowską ma dopiero od tygodnia. - Wszystko dopiero przede mną - śmieje się.

    WĘDKARZE I SZPANERZY

    Pan Darek ma na swoim koncie znacznie poważniejsze wędkarskie sukcesy, choć i sukcesu żony w żaden sposób nie umniejsza. Zrobił jej nawet zdjęcie ze złowioną przez nią rybą. Sam, ponad 20 lat temu, sfotografował się z ponad 10-kilogramowym sumem.

    - To był mój pierwszy tak duży sum, dlatego zrobiłem sobie zdjęcie - tłumaczy. - Od tamtej pory trafiały mi się jeszcze podobne okazy. Jednak już ich więcej nie fotografowałem.

    Kwitkowscy nie lubią się chwalić swoimi wędkarskimi sukcesami. Dla nich najważniejszym chyba sukcesem jest to, że od lat jeżdżą na ryby i że ciągle ich to bawi i daje wytchnienie. Nie lubią też wędkarskiego szpanu, bo i w tej dziedzinie życia szpanerów nie brak. - Nie o to chodzi, żeby nakupić sprzętu za ciężkie pieniądze i przechadzać się z nim po brzegu rzeki czy jeziora, najlepiej w jakimś znanym kurorcie, tylko żeby się dobrze bawić - przekonują. - Na wędkę za kilkadziesiąt złotych można złapać taką samą rybę, jak na taką za kila tysięcy, trzeba tylko wiedzieć jak, znać technikę - twierdzą zgodnie. - I trzeba oczywiście mieć trochę szczęścia.

    Dlatego filigranowa pani Danusia nie boi się, że któregoś dnia na haczyk jej wędki zaczepi się potężny sum. - Dam sobie radę - zapewnia. - A jeśli będzie problem, to przecież zawsze mam przy boku męża - dodaje.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Wideo

    Galerie zdjęć