Były wojskowy z Tarnobrzega odnalazł się w robieniu...

    Były wojskowy z Tarnobrzega odnalazł się w robieniu ozdobnych kasetek

    Klaudia TAJS

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Józef Dąbrowski z Tarnobrzega po 40 latach pracy w wojsku doszedł do wniosku, że musi zapełnić wolny czas. Pomysł przyszedł nagle, gdy zbierał muszle nad brzegiem Bałtyku.
    Artysta nie liczy, ile już wykonał kasetek. Do każdej podchodzi z sercem. Nie ma dwóch takich samych - zapewnia.

    Artysta nie liczy, ile już wykonał kasetek. Do każdej podchodzi z sercem. Nie ma dwóch takich samych - zapewnia. ©K. Tajs

    Dziś jego mieszkania nie zdobią obrazy i drobne bibeloty, lecz wysadzane muszlami szkatułki.

    Nie powstydziłby się ich żaden artysta plastyk. Wszystko zaczęło się od wyjazdu do Sopotu, gdzie w Wojskowym Ośrodku Wypoczynkowym pan Józef spędzał urlop. - Wychodząc rankiem na plażę, zbierałem mnóstwo muszli, dużych i małych - wspomina po latach pan Józef.

    - Tak mnie jakoś wtedy tknęło, żeby zbierać te muszle i zrobić szkatułkę. To jest pierwowzór pierwszej kasetki. Zrobiłem ją dla żony Henryki w 1991 roku. Co, śmieje się pani, że pułkownik Wojska Polskiego zajął się rękodziełem? To zajęcie, które daje mi wiele satysfakcji.

    40 LAT W WOJSKU

    Po ukończeniu Szkoły Oficerskiej w Elblągu, w 1952 roku, w stopniu podporucznika pan Józef trafił do służby zawodowej w Zgorzelcu.
    Potem oddelegowano go do pracy topograficznej w teren. - To było kilka lat po wojnie, trzeba było uporządkować mapy Polski - wspomina. - Przy mapach pracowałem trzy lata. W tym czasie zjechałem pas środkowej Polski od Wejherowa do Słupska, po ówczesną Czechosłowację.

    W 1955 roku, po pierwszej redukcji sił zbrojnych, pan Józef, pracując w terenie, dowiedział się, że jego jednostka w Zgorzelcu została zlikwidowana. Kiedy pojechał na miejsce, usłyszał, że przenoszą go do służby w administracji wojskowej, do Koźla. - Z wyszkolenia byłem moździerzystą - mówi.

    - Musiałem się przekwalifikować z oficera liniowego na oficera administracyjnego. Miałem wtedy ponad 20 lat. Skierowano mnie na 10-miesięczny kurs do Przemyśla.
    W następnych latach pan Józef pracował w Wodzisławiu Śląskim, Katowicach i Rybniku. Jednak z roku na rok coraz bardziej tęsknił za rodzinnymi stronami.

    Poprosił o przeniesienie do Warszawskiego Okręgu Wojskowego. - Otrzymałem propozycję pracy w Tarnobrzegu, w Wojewódzkim Sztabie Wojskowym - wspomina. - Byłem zadowolony, bo za miedzą były moje rodzinne strony. Mój Niebock. Żona znalazła pracę w Rozwadowie. Przenieśliśmy się na rok przed pontyfikatem Jana Pawła II. W Tarnobrzegu mieszkamy od 1977 roku.

    W 1989 roku pan Józef skończył 60 lat i przeszedł do rezerwy. Jego wysokie kwalifikacje docenił ówczesny wojewoda tarnobrzeski, który zaproponował mu posadę starszego inspektora ds. ochrony dokumentów objętych tajemnicą służbową i wojskową.

    - W sztabie wojewódzkim, który znajdował się wówczas przy ulicy Armii Czerwonej, przepracowałem trzy lata. - Potem nadeszły zmiany ustrojowe. Akurat skończyła mi się umowa i odszedłem z pracy na wysłużoną emeryturę.

    Z ARMII DO ZWIĄZKU

    Po rozwiązaniu Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego pan Józef i wielu jego przyjaciół, byłych oficerów i zawodowych żołnierzy, zastanawiali się, co dalej. W tym czasie w Warszawie założono Związek Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego. W terenie tworzyły się koła. - W Tarnobrzegu także powstało i zaczęliśmy w nim działać - wspominam mężczyzna. - Istniejemy już 27. rok. Spotykamy się systematycznie.

    Dla nas, byłych żołnierzy, taka praca społeczna w kole to możliwość oderwania się od codziennych trosk. W telewizji tylko puste słowa rzucają. W kole to człowiek chociaż trochę powspomina.
    W tarnobrzeskim kole pan Józef, jako jedyny, ma nietypową pasję. Jego znajomi z dumą opowiadają o jego świecących szkatułkach. - To istne cacka - mówią koledzy. - Kto to widział, żeby mężczyzna, były wojskowy, takie oryginalne szkatułki z muszli robił.?Nasz Józef potrafi.

    ZACZĘŁO SIĘ W SOPOCIE

    Pan Józef z polskim Wybrzeżem jest związany od lat. Na cmentarzu w pobliżu Sopotu pochował swoich rodziców. Tam od wielu lat w Wojskowym Ośrodku Wypoczynkowym spędza urlopy. To właśnie tam zrodził się pomysł, by zebranymi na plaży muszlami ozdobić kasetkę. Pierwszą ukończył w kwietniu 1991 roku i wręczył żonie.

    Potem były następne. Urok jego kasetek doceniali wczasowicze, którzy wypoczywali z nim w Sopocie. - Dwie z nich poleciały nawet na Florydę - mówi zadowolony wojskowy. - Jedna z wczasowiczek, kiedy zobaczyła moje kasetki, nie dała mi spokoju i zapowiedziała, że musi je przesłać do rodziny do Stanów Zjednoczonych. Szkatułki podbiły serca wypoczywających w Sopocie Niemców i innych obcokrajowców.

    Z czasem pan Józef zamienił wczasy w Sopocie na Kołobrzeg. Jedynym mankamentem zamiany był brak muszli nad brzegiem morza. - Taki rejon, muszle można tam kupić tylko na straganach, ale jedna kosztuje dwa złote - przestrzega pan Józef. - Dowiedziałem się przez przypadek, że jest tam bardzo duża hurtownia muszli. Nawiązałem z nią stałą współpracę. Wystarczy, że zadzwonię po towar, a za kilka dni muszle mam u siebie. To bardzie cenne i ładne muszle. Występują w Oceanie Indyjskim. To jest palium, jedna z najładniejszych. Jest wspaniała. Każda ma inny kolor i blask.

    LUSTRO I MOTTO

    Artysta nie liczy, ile już wykonał kasetek. Do każdej podchodzi z sercem. - Nie ma dwóch takich samych - zapewnia. - Obudowę robię ze sklejki. Każda z nich jest wysłana w środku materiałem. Na dnie jest lustro. Pod wiekiem jest widokówka lub dedykacja z mottem.

    Muszle to nie jedyny materiał dekoracyjny kasetki. Grudzień to czas, kiedy pan Józef uzupełnia materiały dekoracyjne. - Te świecidełka to nic innego jak ozdoby choinkowe - przekonuje pan Józef. - Koraliki, świecące kamienie, cekiny. Jest także brokat, którym posypuję muszle.

    Pan Józef obdarowuje szkatułkami swoich krewnych i znajomych. - Imieniny, urodziny i rocznice to najlepsze okazje, by wręczyć prezent-szkatułkę - zapewnia mężczyzna. - Jak ktoś sobie życzy, to robię kasetkę na zamówienie. O, taką jak ta, dla pani Haliny z Kołobrzegu. Żona ma do mnie pretensje, że poza pierwszą kasetką, którą zrobiłem z polskich muszli, nie zrobiłem dla niej szkatułki z muszli z Oceanu Indyjskiego. Będę musiał nadrobić zaległości.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Zobacz koniecznie:

    Miss Studniówki 2017. Zobacz i zagłosuj

    Miss Studniówki 2017. Zobacz i zagłosuj

    Mister Studniówki 2017. Zobacz i zagłosuj

    Mister Studniówki 2017. Zobacz i zagłosuj

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Wideo

    Galerie zdjęć