Niemcy przegrali trzy ostatnie półfinały mistrzostw świata i...

    Niemcy przegrali trzy ostatnie półfinały mistrzostw świata i mówią: dość

    Krzysztof Kawa, Belo Horizonte

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Niemcy przegrali trzy ostatnie półfinały mistrzostw świata i mówią: dość
    W Brazylii wciąż żyją złudzeniami, że Neymar będzie mógł zagrać w niedzielnym finale mistrzostw świata. Gorąca dyskusja pomiędzy lekarzami nabierze ogromnego znaczenia, gdy dzisiaj drużynie Luiza Felipe Scolariego uda się wyeliminować Niemcy.
    Niemcy przegrali trzy ostatnie półfinały mistrzostw świata i mówią: dość


    Justyna Kowalczyk powiedziałaby w tym momencie: Samo się nie uda. I miałaby rację. By pokonać zespół Joachima Loewa, Brazylijczycy będą musieli wznieść się na wyżyny umiejętności. Bez Neymara będzie to trudniejsze, ale wciąż możliwe. Scolari dysponuje najsilniejszą ławką rezerwowych na tym mundialu. W niedzielę ci piłkarze rozegrali sparing z klubowym zespołem U-20 Fluminense i wygrali 3:0. Mieli w tym udział bramkarze Victor i Jefferson, obrońcy Daniel Alves, Henrique, Dante i Maxwell, pomocnicy Luiz Gustavo, Hernanes, Ramires, Willian i Bernard oraz napastnik Jo. Większość drużyn, które uczestniczyły w mistrzostwach nie byłaby w stanie pokonać tak zestawionej jedenastki, a i Niemcy mieliby spore problemy.

    Co najmniej dwóch z wymienionych powinno wybiec dziś na boisko w Belo Horizonte. Luiz Gustavo wraca po odbyciu kary za żółte kartki, zaś Willian ma zająć pozycję Neymara. Wczoraj ważyły się losy Thiago Silvy, bo Brazylia odwołała się do FIFA w sprawie żółtej kartki, która wykluczała go z udziału w półfinale. Wprawdzie nie było do tej pory takiego precedensu, ale Felipao postanowił do końca rozgrywać partię z udziałem kapitana zespołu i zaprosił go na przedmeczową konferencję prasową (rozpoczęła się po zamknięciu wydania gazety).

    Kto wie, czy Niemcy nie drżą bardziej przed mającym zastąpić gracza Paris SG - Dante. Manuel Neuer, Bastian Schweinsteiger, Thomas Mueller, Philipp Lahm, Toni Kroos, Jerome Boateng i Mario Goetze znają go świetnie z Bayernu Monachium, ale to działa także w drugą stronę.
    Pod nieobecność Thiago Silvy funkcję kapitana będzie pełnił David Luiz. To oznacza, że Scolari postawił na luz w ekipie, bo nikt inny w brazylijskiej kadrze nie potrafi tak swobodnie brać życia jakim jest. Luiz jest tutaj uwielbiany, zarówno przez kibiców, którym bez limitów rozdaje autografy i robi sobie z nimi zdjęcia (strojąc przy tym dziwne miny), jak i przez dziennikarzy, bo zawsze jest gotowy do dyskusji na wywołany przez nich, nawet najgłupszy temat.

    W bazie Niemców nie ma miejsca na żarty. Koncentracja osiągnęła niebywały pułap, piłkarze nie mówią o niczym innym, jak tylko o dostaniu się do finału. - Granie po raz kolejny o trzecie miejsce mnie nie interesuje - mówi Lahm. Kapitan drużyny w ostatnim rozdaniu Loewa wrócił z pozycji defensywnego pomocnika na prawą obronę i wiele wskazuje, że zagra tam także przeciw Brazylii.

    Jakkolwiek Loew ustawi Lahma, jakąkolwiek obierze taktykę i tak w Niemczech będzie krytykowany. W czasie, gdy w Brazylii jego drużyna pokonuje jedną przeszkodę za drugą, nad Renem trwa dyskusja, kto go zastąpi po mundialu.

    Na konferencji prasowej po meczu z Francją w Rio de Janeiro jedyną osobą, która gratulowała selekcjonerowi zwycięstwa był prowadzący spotkanie oficjel FIFA, a jedyny dziennikarz, który wyraził uznanie dla skutecznej gry Niemców przybył na mundial z Sudanu.

    Rodacy do dzisiaj nie mogą wybaczyć Loewowi porażki z Włochami w Warszawie, która zamknęła im drogę do finału Euro 2012. To dlatego trener zmienił filozofię gry. Wprawdzie drużyna zaczęła brazylijską kampanię od zdemolowania Portugalii 4:0, lecz dokonała tego w szczególnych okolicznościach. Później było marne 2:2 z Ghaną i trzy zwycięstwa różnicą zaledwie jednej bramki.

    Obecna drużyna przypomina nieco team, który zdobył mistrzostwo świata przed czternastu laty. Choćby z tego powodu, że sporą rolę odgrywają w nim obrońcy i to bynajmniej nie tylko w defensywie. W Brazylii niemieccy piłkarze zdobyli po stałych fragmentach gry pięć goli, a przywódca drużyny z 1990 roku Lothar Matthaeus przypomina, że podobnie było za jego czasów.
    Podczas niedawnego spotkania trzech byłych mistrzów świata w Rio de Janeiro, Fabio Cannavaro usiadł pomiędzy Matthaeusem i Ronaldo. - Czuję się jak sędzia rozdzielający wspaniałych pięściarzy - zagaił Włoch, nawiązując do półfinałowego starcia. Na to Brazylijczyk, który strzelił Niemcom w 2002 roku dwa gole, wstał i wyciągnął przed siebie pięści. Niemiec uśmiechnął się, ale nie podjął wyzwania. - Walczę w inne wadze - rzucił. Jeśli Brazylia powali dziś na deski jego rodaków, żart okaże się bardzo wymowny.

    W rolę rozjemcy na boisku w Belo Horizonte wcieli się Meksykanin Marco Rodriguez. Ten sam, który nie zauważył jak Luis Suarez gryzie Giorgio Chielliniego. Urugwajczyka już nie ma w Brazylii, ale o konsekwencjach jego czynu wciąż tutaj głośno. Wczoraj pojawiła się informacja, że FIFA złagodzi karę dla Suareza z 9 do 5 meczów w reprezentacji oraz zmniejszy okres zawieszenia jego działalności w futbolu z czterech miesięcy do zaledwie czterech tygodni.

    FIFA ukarała Urugwajczyka, gdyż moment ugryzienia umknął uwadze sędziego. Tymczasem brutalny faul Juana Zunigi na Neymarze został dostrzeżony przez Carlosa Velasco (który jednak nie przerwał gry i zastosował przywilej korzyści). Tym właśnie Komitet Dyscyplinarny FIFA w pierwszej kolejności uzasadnił odmowę zastosowania sankcji wobec postawy piłkarza z Kolumbii.

    Zuniga uniknie więc odpowiedzialności, ale mundialowa saga z Neymarem w roli głównej jeszcze się nie skończyła.


    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Radomskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy:

    Wideo