Kielce > W procesie onkologów: chirurdzy bez winy

    Kielce > W procesie onkologów: chirurdzy bez winy

    IB

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Sąd uniewinnił dwóch chirurgów ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, oskarżonych o nieumyślne spowodowanie kalectwa i oszpecenie pacjentki, której amputowano pierś.
    Po blisko czterech latach precedensowa sprawa, wymagająca wielu konsultacji biegłych, wnikliwej analizy z zakresu chirurgii onkologicznej, diagnostyki obrazowej i patomorfologii w końcu osiągnęła finał. Na wczorajszej rozprawie prokurator stwierdził, że obaj chirurdzy ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii popełnili błąd w sztuce lekarskiej, co wynika z dokumentacji medycznej oraz opinii biegłych z Akademii Medycznej w Szczecinie.

    Zdaniem prokuratora, doktor Janusz S. dopuścił się niestaranności w interpretacji wyników badań (chodzi o wynik biopsji aspiracyjnej cienkoigłowej wykonanej w prywatnym zakładzie patomorfologii, gdzie nie stwierdzono nowotworu złośliwego, oraz o wyniki badań usg i mammografii, gdzie również nie określano zmiany o charakterze złośliwym), zaniechał także wykonania badania histopatologicznego przed zakwalifikowaniem pacjentki do radykalnego zabiegu. To doprowadziło do błędnej kwalifikacji i przygotowania planu radykalnej operacji. Zabieg mastektomii przeprowadzono zgodnie z tym planem.

    Dr Wojciech K. również nie wykazał - zdaniem prokuratora - należytej staranności w interpretowaniu wyników badań, zaniechał przeprowadzenia badania histopatologicznego i potwierdził błędne rozpoznanie dr. S., chociaż mógł zlecić badanie histopatologiczne. W badaniu histopatologicznym wykonanym po operacji stwierdzono zmiany, dla których zabieg mastektomii nie był konieczny. Prokurator domagał się dla obydwu chirurgów kary dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata oraz grzywny i pokrycia kosztów procesu.

    HISTORIA SIĘ NIE KOŃCZY

    HISTORIA SIĘ NIE KOŃCZY


    8 maja 2002 roku chirurdzy ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii amputowali 41-letniej kobiecie lewą pierś wraz z węzłami chłonnymi, bo zdiagnozowano u niej nowotwór złośliwy. W badaniu histopatologicznym wykonanym po zabiegu raka nie potwierdzono. W sprawie o nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, kalectwa i oszpecenia oskarżono dwóch chirurgów ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii: Janusza S., kierownika działu chirurgii onkologicznej, który przygotowywał plan zabiegu oraz Wojciecha K., który kierował zabiegiem. W równolegle toczącej się sprawie cywilnej Małgorzata L. domaga się od lekarzy z ŚCO 360 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia.



    JESTEŚMY ZDEGRADOWANI…
    Mąż poszkodowanej pacjentki, występujący jako pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, powiedział: - To nie do pomyślenia, żeby w takiej sprawie zabrać komuś pięć lat życia. Nasza rodzina została zdegradowana pod każdym względem, także i materialnym. Domagał się uznania winy obu lekarzy, ale odstąpił od wymierzenia kary doktorowi K. - Sam przedłużający się proces jest dla nich formą kary. Taką karę, jeszcze większą, niezawinioną otrzymaliśmy my - dodał.

    Małgorzata L. powiedziała: - Zrobiono ze mnie monstrum i równocześnie wrak psychiczny do końca życia przez czyjeś niechlujstwo. Rozpada mi się cała rodzina, w małżeństwie jestem tylko fikcyjnie. Ja jako kobieta jestem skasowana - mówiła. Wniosła o ukaranie doktora S., co do doktora K. - o uznanie winy. - Zanim ktoś zastanowi się i weźmie w swoje ręce życie i los pacjenta, niech przejrzy dokumentację medyczną - powiedziała.

    Obrońcy oskarżonych lekarzy wnosili o ich uniewinnienie. W ich przekonaniu chirurdzy działali zgodnie z posiadaną wiedzą i umiejętnościami, opierając się na rozpoznaniu, które postawili patomorfolodzy ze ŚCO - rak przewodowy, złośliwy. Obrońca doktora S. powiedział, że nie można brać pod uwagę wyniku badania z prywatnego zakładu patomorfologii, jeśli komórki pobrane tam od Małgorzaty L. zaginęły. - Byłby nierozważny lekarz, który mając jednoznaczny wynik biopsji aspiracyjnej cienkoigłowej weryfikował go mniej dokładnymi badaniami - podkreślali. - Ja bardzo współczuję pani L., ale nie czuję się winny. W procesie diagnostycznym brał udział zespół wykwalifikowanych specjalistów. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co do rozpoznania i podjętego leczenia. Celem było ratowanie zdrowia i życia chorej - powiedział dr Janusz S.

    Dr Wojciech K. również poprosił o uniewinnienie mówiąc, że przeprowadził zabieg zgodnie z najlepszą wiedzą i umiejętnościami, jakie wówczas posiadał.

    SĄD NIE OD SPORÓW
    Sąd uniewinnił obu chirurgów. W uzasadnieniu sędzia Michał Winiarczyk wyjaśnił, że sąd nie jest od tego, by rozstrzygać spory między profesorami i doktorami, czy pacjentka miała raka, czy nie. Przychylił się do opinii biegłego profesora Zygmunta Grzebieniaka, chirurga onkologa z Akademii Medycznej we Wrocławiu, który stwierdził, że mając nawet tylko jeden wynik biopsji wykazujący raka, a inne nie, bierze się pod uwagę ten dodatni, bo te pozostałe uspokajają pacjenta, nie - lekarza. I że w tej sytuacji niewykonanie operacji byłoby błędem. Sąd przypomniał, że amputacja jest sposobem leczenia. Wyrok nie jest prawomocny.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo