Chęciny > Strażaków ochotników coraz mniej!

    Chęciny > Strażaków ochotników coraz mniej!

    Małgorzata PAWELEC

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie


    Strażacy ochotnicy z Chęcin aż siedem razy w ciągu minionego roku nie wyjechali na wezwanie do akcji. Żadna inna jednostka w województwie nie miała aż tylu podobnych przypadków. Dlaczego tak się stało?

    - Na terenie powiatu kieleckiego mieliśmy dziesięć przypadków, w których ochotnicze jednostki z jakichś powodów nie pojechały do akcji, aż w siedem dotyczyło strażaków z Chęcin - mówi Krzysztof Janicki, zastępca komendanta kieleckiej straży.

    - Znam problem i niestety zaczyna on narastać w całym regionie - mówi dyrektor biura zarządu świętokrzyskich Ochotniczych Straży Pożarnych Ryszard Januszek. - Strażacy z Chęcin mają problem z ludźmi, a przede wszystkim z kierowcami.
    Chodzi o to, że samochód gaśniczy może prowadzić kierowca specjalnie przeszkolony, spełniający wiele innych warunków. To ochotnik, więc aby jechać na interwencję musi przerwać swoją normalną pracę. Często jest to zawodowy kierowca, który w danej chwili może być daleko od miejsca zamieszkania albo pracodawca nie chce go puścić. Zmiennika nie ma, bo w myśl przepisów uprawnienia kierowcy samochodu pożarniczego wydaje gmina i ona płaci mu minimalny ryczałt, którego nie można mylić z etatem. Gminy wypłacają ryczałt najczęściej jednemu kierowcy strażakowi, bo twierdzą, że na więcej ich nie stać.

    - U nas jest aż trzech kierowców z uprawnieniami i co z tego. Wszyscy pracują zawodowo, a większość akcji miała miejsce w godzinach pracy, kiedy ludzie byli o 20-50 kilometrów dalej - mówi Jarosław Gruszczyński, prezes ochotników w Chęcinach. - Młodzi mężczyźni są zatrudnieni w Kielcach albo wyjeżdżają za granicę. Starsi nie mogą gasić, bo weszły nowe przepisy unijne, które mówią, że ochotnik może brać udział w akcji do 60 roku życia. Tymczasem dyspozycyjni są tylko emeryci. Część z nich to doświadczeni strażacy, którzy pojechaliby do pożaru. U nas nie ma złej woli. Ludzie jeżdżą do akcji 50-80 razy w roku, tylko coraz częściej nie mają jak.

    Aby rozwiązać problem, burmistrz Chęcin Robert Jaworski zatrudnił prezesa straży, który jest jednym z kierowców w gminnym zakładzie gospodarki komunalnej, aby mógł wybiegać na dźwięk syren. - Ale zdarza mi się w ramach pracy być poza gminą, a moi zmiennicy są kierowcami w prywatnych firmach i też nie zawsze są na miejscu - mówi Jarosław Gruszczyński.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo