On potrafił żartować jak nikt

    On potrafił żartować jak nikt

    Agata NIEBUDEK

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Kiedy wiele lat temu Karol Wojtyła - jeszcze jako kardynał - przyjechał do Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie wszystkich wprawił w zdumienie sposobem, w jaki pokonał kilka pięter. Otóż usiadł na poręczy schodów i zjechał po niej. Jan Paweł II tryskał humorem, potrafił żartować z siebie, zdarzało się, że przerywał homilie, by wrócić do jakiegoś zabawnego zdarzenia z przeszłości. Jak choćby do tego o wadowickich kremówkach.

    Choć był wielkim dostojnikiem, sprawiał, że znikał dystans dzielący go do rzeszy wiernych. Podczas słynnych już spotkań z młodzieżą w oknie krakowskiej kurii przy ulicy Franciszkańskiej 3 Ojciec Święty żartował, przekomarzał się, wspominał.



    Idźcie spać!

    Gdy mimo później godziny młodzież nie chciała puścić go, z westchnieniem i rozbawieniem mówił, że kiedyś był porządnym człowiekiem, a teraz przyszło mu po nocy stać w oknie. Nie do pomyślenia... A potem poprosił młodych ludzi : "Idźcie spać", ci jednak gromko odkrzyknęli: "Nie!" Ojciec Święty dalej stał w słynnym oknie i jakoś wcale niespieszno było mu udać się na spoczynek...

    W 2002 roku stojąc w słynnym oknie Jan Paweł wspominając swoje pierwsze spotkanie, przypomniał, że było to 23 lata temu. Młodzież skandowała: "Jesteś młody!", a na to Ojciec Święty odrzekł: "I ci, którzy wtedy, 23 lata temu byli pod oknem na Franciszkańskiej mają 23 lata więcej". Zgromadzeni jak jeden mąż krzyknęli: "Też są młodzi", na co Papież odpowiedział: "Nic nie poradzimy, jak są młodzi, to są młodzi, nie ma wyjścia..."

    I tę ogromną młodość i pogodę ducha mimo wieku i chorób Jan Paweł II zachował do końca swojego życia. Zresztą, gdy jeszcze był biskupem, a potem kardynałem też słynął z żartów.

    Ojciec Leon Knabit opowiadał jak podczas jednego ze spotkań uklęknął przed wówczas jeszcze kardynałem Karolem Wojtyłą i ucałował jego dłoń. Ku zaskoczeniu zakonnika ten uczynił to samo, a po chwili z rozbawieniem zapytał: "A co, nie wolno mi?"

    Podczas wizyty Karola Wojtyły na Podhalu witająca go góralka powiedziała: "Eminencjo, najprzystojniejszy Księże Kardynale". Najwyraźniej rozbawiony dostojnik odrzekł: "No, coś w tym jest". A kiedy indziej jedną z sióstr zakonnych, która o godzinie dziewiątej miała rozpocząć pracę przy przepisywaniu tekstu homilii, kardynał Wojtyła powitał słowami znanego, przedwojennego przeboju "Umówiłem się z nią na dziewiątą, tak mi do niej tęskno już..."

    Inna historia dotyczy zakonnicy opiekującej się cennymi zapiskami siostry Faustyny. Wybierała się ona do księdza, który miał do "Dzienniczka" napisać teologiczne rozważania. Zakonnica zapytała kardynała Wojtyłę, czy może je zawieść tramwajem. Ten stanowczo jej zabronił i tłumaczył: "Będzie siostra jechała tramwajem, tramwaj się wykolei i »Dzienniczek« zginie, i siostra zginie, ale to nic, bo siostra pójdzie do nieba. A »Dzienniczek« nie może zginąć".

    Innym razem, gdy Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana częstochowskiego, podczas powitań pominął przez przypadek biskupa z Siedlec. Gdy jednak zorientował się, że popełnił gafę, wrócił do niego i rzekł: "Świnia jestem, nie przywitałem księdza biskupa".



    Chyba wytrzymam

    Ale nie tylko wypowiedzi Ojca Świętego, ale również jego niekonwencjonalne zachowanie zjednywało mu rzesze wielbicieli. Gdy jeszcze jako kardynał przyjechał z wykładem do Seminarium Duchownego w Tuchowie, wszystkich wprawił w zdumienie sposobem, w jaki pokonał kilka pięter. Otóż usiadł na poręczy schodów i zjechał po niej...

    I takiego też zapamiętamy Ojca Świętego - otwartego, naturalnego, żartującego. Nieżyjący już biskup radomski Jan Chrapek wspominał kiedyś, że na początku pontyfikatu Ojca Świętego wszyscy ze zdumieniem obserwowali jak jeździ jeepem i jak wmieszany w tłum wymieniał uściski z wiernymi. Gdy ktoś zapytał go wówczas, czy nie sądzi, że jego katechezy, które właśnie miały ukazać się drukiem, nie będą za trudne dla odbiorców, Ojciec Święty odrzekł: " Zdaję sobie z tego sprawę i właśnie dlatego jeżdżę jeepem wśród tłumów".

    Jan Paweł II łamał watykańską etykietę. Na konferencji zorganizowanej w przeddzień objęcia przez niego urzędu ktoś zapytał go, jak widzi swoje życie w Watykanie, odrzekł: " Jeśli wszystko dalej pójdzie tak jak dotąd, to chyba wytrzymam". Bardzo przeszkadzało Ojcu Świętemu odgrodzenie go od pielgrzymów kuloodporną szybą w papamobile. Tłumaczono Papieżowi, że to dla jego bezpieczeństwa. "Niepokoimy się o Waszą Świątobliwość" - mówiono, a Ojciec Święty miał ponoć wówczas powiedzieć: "Ja też niepokoje się o swoją świątobliwość".

    Poprzednicy Jana Pawła II nie udzielali mediom wywiadów. Owszem, Paweł VI zabierał dziennikarzy na pokład samolotów, którymi podróżował, chętnie udzielał im błogosławieństwa, ale nigdy nie organizował konferencji prasowych. Inaczej Papież-Polak. Do historii przeszło pierwsze spotkanie Papieża ze światem mediów. Po wygłoszonym przemówieniu, nie zważając na protesty ochrony, Jan Paweł II wmieszał się w tłum dziennikarzy i rozmawiał z nimi w sześciu językach. Jeden z żurnalistów zapytał: "Czy Ojciec Święty będzie jeździł na nartach?", a Papież odpowiedział: "Na to mi chyba nie pozwolą". Następnego dnia o Janie Pawle II w gazetach pisano: "Papież, który odpowiada na wszystkie pytania".

    Gdy był jeszcze kardynałem jakiś zagraniczny dziennikarz zapytał go, ilu polskich kardynałów jeździ na nartach. Karol Wojtyła odpowiedział: "40 procent". Zdumiony reporter zauważył, że przecież w Polsce jest tylko dwóch kardynałów. Ojciec Święty wyjaśnił wówczas z rozbawieniem: "Ale kardynał Wyszyński stanowi 60 procent."

    Jan Paweł II potrafił żartować także z siebie. Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych zaczął mieć kłopoty z chodzeniem, wszyscy widzieli, że zrobienie kilku kroków sprawia mu trudność. Podczas Synodu Biskupów w 1994 roku z trudem podszedł do stołu i powiedział szeptem: "Eppur si muove", czyli "A jednak się porusza". Były to słowa Galileusza po jego wymuszonym przez inkwizycję wyrzeczeniu się poglądów astronomicznych. A pytany o swoje samopoczucie odpowiadał z rozbawieniem: "Nie wiem, nie czytałem jeszcze dzisiejszej prasy".

    Jan Paweł II podczas spotkań z wiernymi wracał do lat młodości. Do historii przejdzie jego pobyt w rodzinnych Wadowicach i wspomnienie kremówek, na które po maturze chodził z przyjaciółmi. "Jak myśmy to wszystko wytrzymali?" - śmiał się Ojciec Święty.

    Gdy w Licheniu wierni skandowali: "Niech żyje Papież", Ojciec Święty żartował, że do jego uszu dochodzą słowa: "Niech żyje łupież". A kiedy wierni krzyczeli: "Witaj w Licheniu", stwierdził: "Myślałem, że mówicie - witaj, ty leniu".

    I jeszcze jedna anegdota spod okna przy krakowskiej ulicy Franciszkańskiej. Podczas pobytu Papieża w Polsce w 2002 roku jak zwykle młodzież nie chciała wypuścić Ojca Świętego z okna. Papież zaintonował wówczas: "Żegnamy Cię, Alleluja", na co młodzi odpowiedzieli: "Witamy Cię, Alleluja". Ojciec Święty odpowiedział wówczas: "A takiemu, który odjeżdża życzy się - przyjdą zaś - i ja też sobie tego życzę".



    Na podstawie "Kwiatków Jana Pawła II" Jana Turnaua i Janusza Poniewierskiego oraz książki "Pielgrzym nadziei".

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo