To nie może być wstydliwy problem

    To nie może być wstydliwy problem

    Anna DRELA, współpraca Anna CIEŚLIKIEWICZ, Klaudia TAJS, Joanna PIECHUTA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Wulgarne wyzwiska i pogróżki, wymuszenia pieniędzy czy innych przedmiotów, kradzieże - to smutna rzeczywistość szkół w całym regionie. Młodzież i dzieci powielają zachowania dorosłych. Przemoc widzą w filmach, telewizji, koncertach, na stadionach. Dla wielu stała się czymś normalnym. Ofiary często nie skarżą się, wolą cierpieć w samotności. Otacza je zmowa milczenia. Przemoc jest złem! Poprzez akcję "Szkoła bez przemocy" chcemy powiedzieć jej: stop!

    Zmowa milczenia

    Od trzynastolatka z Radomia przez pół roku starsi koledzy wymuszali pieniądze.
    Zaczęło się od pięciu złotych. Po kilku miesiącach domagali się "stówy" albo alkoholu czy papierosów. Chłopak nie przyznał się nikomu co przeżywa. Wstydził się ojca, który uczył go, że mężczyzna powinien być twardy i silny psychicznie. Milczeli też koledzy i koleżanki z klasy, którzy wiedzieli o jego dramacie. Kiedy brakowało mu kieszonkowego, podkradał pieniądze rodzicom. W końcu próbował popełnić samobójstwo. O swoim dramacie opowiedział dopiero psychologowi w szpitalu. Pomóc chłopakowi starają się specjaliści z Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu. Podobnych przypadków mają znacznie więcej. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w radomskich gimnazjach i szkołach średnich, co czwarty krzywdzony uczeń nie mówi dorosłym o tym, co go spotyka. Otacza ich rówieśnicza zmowa milczenia. 60 procent świadków przemocy woli udawać, że nic złego się nie dzieje. Podobnie postępuje 56 procent rodziców.

    Ponad jedna trzecia badanych uczniów przyznała się, że stosowano wobec nich przemoc. Najczęściej sprawcami byli szkolni koledzy i młodzież spoza szkoły. Czym jest przemoc widziana oczami nastolatków? Największym problemem są pogróżki i wulgarne wyzwiska oraz wymuszanie pieniędzy lub innych przedmiotów. Ta smutna prawda dotyczy całego regionu.

    - Zaczyna się od pożyczania małych kwot, które oczywiście nigdy nie są oddawane - mówi nadkomisarz Lidia Pietras, pełniąca obowiązki naczelnika sekcji prewencji Komendy Miejskiej Policji w Radomiu, która od lat zajmuje się problemem bezpieczeństwa w szkołach i przestępczości wśród nieletnich. - Potem dochodzi do wymuszeń poważniejszych sum. Nie reagując rozzuchwala się młodego sprawcę, pozwala mu się na takie zachowania. Niestety, nie wszyscy dyrektorzy radomskich szkół chcą dostrzegać problemy i zgłaszać nam te przypadki.



    Ofiary się boją

    Wiele ofiar nie ma zaufania do dorosłych. Jeśli już decydują się opowiedzieć im o swoim dramacie, to zwierzają się rodzicom lub nauczycielom. Tylko nieliczni zwrócili się do pedagoga szkolnego lub bezpośrednio do policji. Ofiary, które cierpią w samotności, nie chcą mówić o przykrych doświadczeniach, bo uważają, że zdarzenie było zbyt błahe lub boją się zemsty ze strony oprawców. Do tego dochodzi obojętność ze strony kolegów i ich rodziców. Wprawdzie prawie połowa wie o przypadkach złych zachowań na terenie swojej szkoły, ale tylko 15 procent zgłasza je rodzicom lub pracownikom szkoły, najczęściej wychowawcy. Dlaczego wolą przechodzić obojętnie?

    - Problem leży w polskim prawie, które zbyt słabo chroni świadka - wyjaśnia Włodzimierz Wolski, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu. - Młody człowiek, który odważy się złożyć zeznania na policji, będzie później świadkiem w sądzie. Staje oko w oko ze sprawcą. Nawet jeśli agresywni koledzy zostaną odizolowani, to ich znajomi mogą nadal zagrażać ofierze. Niedawno wstrząsnęła Polską wiadomość i tym, że młody człowiek, który zeznawał przeciwko dealerom narkotyków, został porwany i zamordowany. W Radomiu, przed kilkoma laty uczeń poinformował o swoich prześladowcach. Dla bezpieczeństwa został przeniesiony do innej szkoły, a mimo to został pobity przez kolegów poprzednich sprawców. Tak rodzi się zmowa milczenia. Trzeba ją przerwać, dlatego popieram akcję "Szkoła bez przemocy".

    Najwięcej gimnazjalistów i młodzieży ze szkół średnich czuje się zagrożonych na ulicy. Szkoły wypadają dość dobrze, bo są dopiero na siódmym miejscu na liście niebezpiecznych miejsc. Bezpieczniej młodzi czują się tylko w domu. Czy na terenie szkolnym może uczniów spotkać coś złego? Owszem. Niepewnie czują się w szkolnej toalecie - 10 procent i na terenie wokół szkoły - 22 procent. Tymczasem aż 75 procent rodziców uważa drogę do szkoły za bezpieczną. Większość dzieci przemierza ją samotnie. Czy rodzice wiedzą kogo lub czego najbardziej obawia się ich dziecko w szkole lub jej okolicy? Aż 70 procent pytanych nie potrafiło odpowiedzieć na to pytanie.



    Lustro społeczeństwa

    Dwa lata w temu Ostrowcu Świętokrzyskim pierwszoklasista z gimnazjum uderzył w twarz nauczyciela, kiedy ten zwrócił mu uwagę podczas lekcji. W skarżyskiej szkole średniej uczeń pchnął kolegę nożem, bo tamten nie oddał mu "komórki". W podstawówce niedaleko Starachowic uczniowie o mały włos, a powiesiliby kolegę z klasy, bo tak się bawili. Gaz w szkołach dla hecy, żeby przerwać lekcje, rozpylają nie tylko gimnazjaliści "w trudnym wieku", ale nawet pełnoletni licealiści z dobrych szkół.

    - Agresja w szkołach narasta dlatego, że to samo dzieje się w świecie dorosłych. Szkoła nie znajduje się w izolacji. Uczniowie to lustro dorosłego społeczeństwa - mówi Danuta Kossak, psycholog Miejskiego Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Kielcach.

    Zachowania agresywne stały się akceptowanym przez uczniów elementem życia szkolnego. Takie dane opublikowało Ministerstwo Edukacji Narodowej w 2003 roku. Dwóch na pięciu badanych przyznaje się do obrażania kolegów, rozpuszczania na ich temat kłamstw i niszczenia sprzętów szkolnych. Agresja według nastolatków jest dozwolona, nie tylko jako obrona, ale także jako sposób zdobycia uznania czy osiągnięcia celu.

    40 procent objętych badaniem uczniów - od gimnazjów, przez licea ogólnokształcące, do zawodówek - twierdziło, że przeszkadza w prowadzeniu lekcji nauczycielom. Co siódmy przyznał się, że wulgarnie zachował się wobec nauczyciela. W porównaniu z wynikami badań sprzed siedmiu lat dwukrotnie wzrosła liczba przypadków uderzenia nauczyciela lub niszczenia przedmiotów należących do niego. Coraz częstsze są przypadki bicia przez grupę uczniów innego dziecka metodą "wszyscy na jednego" i nie jest to uznawane za czyn przynoszący wstyd. Wzrasta liczba wymuszeń oraz gróźb z użyciem noża czy żyletki. Młodzież uważa, że świat jest agresywny i trzeba w nim walczyć o swoje. Przy takim obrazie rzeczywistości agresja to dla wielu nastolatków zwykła forma przystosowania się.

    - To, co kiedyś było uznawane za naganne, dziś jest przyjmowane jako normalne - tłumaczy nauczycielka z kieleckiego gimnazjum. - Często uczniowie nie wiedzą jak się zachować. Nie ze swojej winy, nikt ich tego nie nauczył w domu.



    Przemoc jest wszędzie

    Nie ma szkół wolnych od agresji i przemocy. Jeśli nie występuje ona w formie fizycznej, nasilonej w gimnazjach, to zawsze jest obecna w mniejszym lub większym stopniu w formie psychicznej. Świadczą o tym świeżo opracowane wyniki badań pod kątem przestrzegania praw ucznia, jakie przeprowadziło w 2005 roku Kuratorium Oświaty w Kielcach. Szczegółowymi badaniami zostało objętych w każdym z pięciu powiatów: grodzkim kieleckim, buskim, starachowickim, jędrzejowskim i staszowskim dwadzieścia losowo wybranych szkół. W tej grupie było wszędzie pięć podstawówek, pięć gimnazjów, pięć liceów i pięć szkół ponadgimnazjalnych innego typu, w których anonimowe ankiety wypełniali uczniowie, nauczyciele i rodzice. Całość badań koordynował wizytator Juliusz Hrouda.

    - Najczęściej łamanym w szkole prawem jest prawo do wolności od poniżającego traktowania. Jego naruszanie częściej potwierdzają uczniowie niż rodzice i nauczyciele. Jednak jako poszkodowanych częściej wskazują innych, a nie siebie. Z odpowiedzi udzielonych przez ankietowanych uczniów wynika, że z przemocą psychiczną mają kontakt częściej w relacjach z osobami dorosłymi, głównie nauczycielami - twierdzi.

    W policyjnych statystykach nie ma podziału na przestępstwa popełniane przez nieletnich na terenie szkoły i poza nią.

    - Najczęstszymi są kradzieże i to głównie telefonów komórkowych - mówi komisarz Krzysztof Skorek z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - W ostatnim kwartale 2005 roku na 1410 zgłoszonych kradzieży w 77 przypadkach podejrzani byli nieletni. W tym roku liczba jest porównywalna.



    Surowsze kary

    Gimnazjum numer 1 leży na peryferiach Stalowej Woli. Czasem w poniedziałek rano nauczyciele i uczniowie zastają przykrą niespodziankę - w oknach powybijanych po kilka szyb. Weekendowe zniszczenia przypisują okolicznym wandalom. Jednak zdarza się słyszeć brzęk tłuczonych szyb także w czasie lekcji.

    - Jeśli wiemy który uczeń wybił szybę, odbywamy rozmowę. Są na niej obecne: rodzic, pedagog, policjant. Uczniowie niechętnie przyznają się do tego, co zrobili - mówi Mariola Tyrała, dyrektor gimnazjum. - Rodzic zwraca koszty. Uczniowi wychowawca udziela nagany, a jeśli taką już ma, to otrzymuje naganę dyrektora. Oczywiście za tym idzie obniżona ocena z zachowania.

    Niestety, dla wielu uczniów to żadna kara. Mariola Tyrała uważa, że gdyby przez złą ocenę z zachowania lub naganę gimnazjalista powtarzał klasę lub był przeniesiony do innej szkoły, to bardziej by się zastanawiał nad swoim zachowaniem.

    - Miałam w szkole ucznia krnąbrnego, którego nie dało się zdyscyplinować ani porozumieć się z nim. Był spoza naszego obwodu i przeniosłam go do placówki, pod którą podlegał. Niestety, jeśli gimnazjalista podlega pod moją szkołę, to nie mogę tego zrobić, bo prawo na to nie pozwala - dodaje pani dyrektor.



    Jak jest w Polsce?

    Badania w polskich szkołach, przeprowadzone na potrzeby akcji "Szkoła bez przemocy", pokazują, że w całym kraju jest wiele do zrobienia. Okazuje się, że 76 procent uczniów, którzy padli ofiarą przemocy, nie zrobiło nic!!! Mówią, że "nic strasznego się nie stało" - 38 procent, że "trzeba sobie radzić samemu" - 23 procent, że "to i tak nic nie da, a może być jeszcze gorzej". Nauczycielowi poskarżyło się 12 procent ofiar przemocy.

    Twarze uczniowskiej przemocy wszędzie są takie same. Szkodliwe plotki, wulgarne wyzwiska, wymyślanie, zmuszanie do zrobienia czegoś, pobicia, umyślne potrącenia i przewrócenia, wymuszenia, kradzieże - w ten sposób silniejsi znęcają się nad swymi ofiarami w całej Polsce. Największa agresja wobec nauczycieli i kolegów pojawia się w gimnazjach. Na aroganckie zachowania skarży się aż 15 procent nauczycieli podstawówek, 21 procent osób pracujących w szkołach średnich i aż 27 procent nauczycieli gimnazjów. W ten sposób szkoła staje się coraz mniej przyjazna. Młodzież jej po prostu nie lubi. Uczniowie coraz bardziej nudzą się na lekcjach, boją się niektórych przedmiotów, czują się coraz mniej doceniani. Jednocześnie mają w szkole coraz mniej przyjaciół, coraz mniej lekcji ich interesuje. Najgorsze, że towarzyszy im coraz mniejsze przekonanie, że się rozwijają i idą naprzód!

    Ponad 30 procent uczniów i tyleż nauczycieli uważa, że w ich szkole przemoc jest poważnym problemem. Najwyższy procent takich odpowiedzi jest w gimnazjach. Co zrobić, aby to zmienić? Chcemy powiedzieć: stop szkolnej przemocy, niezależnie jakie jest jej oblicze. Temu służy akcja "Szkoła bez przemocy".



    Akcja "Szkoła bez przemocy"

    Prosimy o kontakt nauczycieli, dyrektorów szkół, a także samych uczniów, którzy mają pomysły jak radzić sobie ze zjawiskiem przemocy w szkole i przywrócić wzajemne zaufanie. Czekamy na listy, maile, telefony. Poniżej podajemy kontakt do dziennikarzy, którzy prowadzą akcję.

    Województwo świętokrzyskie - redakcja w Kielcach, ulica Targowa 18, e-mail: listy@echo-dnia.com.pl, telefon 041-349-53-28.

    Województwo mazowieckie - redakcja w Radomiu, ulica 25 Czerwca 60, telefony 048-360-04-70, 363-53-56.

    Województwo podkarpackie - redakcja w Tarnobrzegu, ulica Moniuszki 6b, telefony 015-823-26-02, 015-823-41-16.

    Forum dyskusyjne poświęcone akcji "Szkoła bez przemocy" będzie można znaleźć na stronach internetowych "Echa Dnia", pod adresem: http://www.echo-dnia.com.pl/.




    Musi być dobry kontakt między uczniem, nauczycielem i rodzicami

    Edyta Wójcik, dyrektor radomskiej delegatury kuratorium: - Problem przemocy w wiejskich szkołach jest mniejszy niż w miastach. Mniej liczne klasy dają możliwość lepszego poznania każdego ucznia i wspólnego rozwiązywania problemów. W małych środowiskach jest mniejsza anonimowość, która pomaga zapobiegać pojawianiu się agresji czy przemocy. Z drugiej strony, jeśli kłopoty już się pojawią, w małych miejscowościach nie ma na miejscu specjalistów, czyli psychologów, psychoterapeutów, pedagogów, którzy w większych ośrodkach pomagają rozwiązywać problemy szkolne. Najlepszym sposobem zapobiegania przemocy w szkole jest dobry kontakt między uczniem, nauczycielem i rodzicem. Nie tylko wychowawca klasy powinien interesować się problemami młodzieży, ale wszyscy nauczyciele.




    Mówić o tym jak najszerzej

    Sylwia Witkowska, pedagog i psychoterapeuta, zajmująca się problemem przemocy: - W Radomiu szkoły przeprowadzały ankiety na temat przemocy psychicznej na własny użytek. Nie było ogólnych badań dla całego miasta czy regionu. Większość dyrektorów odżegnuje się od mobbingu młodzieżowego. Tymczasem smutna prawda wygląda tak, że jest to problem powszechny. Nie można stwierdzić, że zjawisko przemocy psychicznej dotyczy jednego typu szkół czy uczniów w jakimś określonym wieku. W każdej klasie są kozioł ofiarny i przywódca grupy. Żadne, nawet najlepsze programy wychowawcze nie wyeliminują całkowicie przemocy psychicznej. Dlatego tak ważne jest to, aby jak najszerzej mówić o problemie.




    Nie można udawać, że nic się nie dzieje

    Andrzej Sygut, wiceprezydent Kielc, przez dwanaście lat kurator oświaty: - Problem agresji w szkole był, jest i będzie, jak zwykle w miejscach, gdzie spotyka się dużo ludzi. Chodzi jednak o to, by nie przekraczała ona granic ujętych w normach zachowania, nie narastała. Szkoła na tyle ile może musi tłumić tę cechę ludzkiej natury, a nie podsycać przez nieodpowiednie warunki. Nie ma szkół, w których ten problem nie istnieje. Nie rozwiąże go monitoring. Kamery to komunikat dla uczniów od dorosłych: "Nie mamy do was zaufania". Zło będzie się działo nadal poza okiem kamer. O agresji trzeba rozmawiać, wspólnie szukać sposobów na jej zminimalizowanie. Nie można udawać, że nic się nie dzieje, bo obojętność to przyzwolenie. Podjęta przez media regionalne akcja "Szkoła bez przemocy" jest dobrą i wartą poparcia inicjatywą, pod warunkiem, że dziennikarze będą opisywać przypadki przemocy w rozsądny sposób, nie epatując nią.




    Nie ma szkół wolnych od przemocy

    Juliusz Hrouda, wizytator zajmujący się badaniem przestrzegania praw ucznia w szkołach: - Nasze badania dowodzą, że nie ma szkoły wolnej od problemu przemocy, jeśli nie fizycznej, to psychicznej. Przemoc fizyczna dotyczy częściej gimnazjów i podstawówek. Psychiczna jest we wszystkich typach szkół. Mimo deklaracji nauczycieli i rodziców, którzy na początku ankiet twierdzą, że wszystko jest w porządku, szczegółowe pytania dowodzą czegoś innego, a wypowiedzi uczniów różnią się znacznie od obrazu szkoły, jaki mają ich rodzice.




    Nie można się wstydzić

    Komisarz Krzysztof Skorek z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach: - Trzeba wspierać "Szkołę bez przemocy". W ciągu ostatnich lat zauważam pozytywną zmianę w nastawieniu szkół w sprawie narkotyków. Dyrektorzy i nauczyciele zrozumieli, że nie ma szkół bez tego problemu i że to nie wstyd mówić o problemie czy poprosić o pomoc. Wstyd to udawać, że nic się nie dzieje. Mam nadzieję, że to samo będzie dotyczyło sprawy przemocy w szkole. Za eskalację agresji wśród dzieci i młodzieży odpowiedzialni jesteśmy my, dorośli. Dlatego że nie reagujemy w domu, na ulicy, w szkole na drobne przejawy agresji, przemocy.




    Pamiętajmy, że najbliżsi są wzorem dla dzieci

    Danuta Kossak, psycholog Miejskiego Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Kielcach, o przyczynach agresji: - Jest ich bardzo wiele. Dzieci niecałkiem świadomie naśladują sytuacje z filmów i gier komputerowych, gdzie bohaterowie żyją kilka razy. Kolejna przyczyna agresji to przemoc fizyczna lub słowna w domu. Wzorami dla dzieci są ich najbliżsi, one powielają ich zachowanie. Agresję może wywołać także sytuacja przymusu, narzucania czegoś w szkole, jeśli między uczniem a nauczycielem nie ma dialogu. Jak wiadomo utrudniają go liczne klasy i koncentrowanie się na programie nauczania. Agresję prowokują także anonimowość i brak reakcji ze strony dorosłych, którzy nie zwracają uwagi dzieciom i młodzieży na ulicy oraz rywalizacja wśród dorosłych. Dzieci są lustrem dorosłego społeczeństwa.

    Ponad jedna trzecia uczniów naszych szkół przyznała się, że dotknęła ich przemoc! Czas temu przeciwdziałać - rozpoczynamy wielką akcję.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo