Małaszyński poniesie znicz olimpijski

    Małaszyński poniesie znicz olimpijski

    Lidia Cichocka

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Zapracowanego Pawła Małaszyńskiego często nie ma w domu.

    Zapracowanego Pawła Małaszyńskiego często nie ma w domu. ©D. Łukasik

    Paweł Małaszyński opowiedział nam o swoich nowych rolach w filmie i teatrze, a także o przygotowaniach... do biegu olimpijskiego.
    Zapracowanego Pawła Małaszyńskiego często nie ma w domu.

    Zapracowanego Pawła Małaszyńskiego często nie ma w domu. ©D. Łukasik

    * W tygodniu od 5 do 11 listopada w telewizji naliczyłam pięć programów z pana udziałem. W kinach grają "Katyń", także z panem. Czy to komfortowa sytuacja dla aktora?

    - Trudno powiedzieć. Mnie pierwszy raz tak się zdarzyło, że wszędzie mnie pełno. Już sam miałem dosyć tych billboardów na mieście, ale przecież to przypadek. Wszystkie produkcje weszły w jednym czasie, a przecież "Tajemnicę twierdzy szyfrów" kręciłem półtora roku temu, "Katyń" rok temu. A czy to jest dobre? Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mogą mieć przesyt.

    * Pół Polski czy też połowa Polek pokochała pana za rolę Piotra Korzeckiego z "Magdy M.". Pan wszędzie podkreśla, że Piotr to nie pan, a więc jaki jest Paweł Małaszyński?

    - Nie potrafię odpowiedzieć, ale zawsze staram się o to, by postać, którą gram, była inna niż ja sam. Piotra wymyślił scenarzysta i szukaliśmy takiego ciepłego, romantycznego faceta, prawie bez wad. Ale chyba takich facetów nie ma, przynajmniej ja ich nie znam. Piotr to była postać, tak jak cały serial, utrzymana w konwencji bajki.

    * Czy ta bajka będzie miała ciąg dalszy?

    - Z pewnością nie. Zdjęcia zostały skończone i nie ma co do tego wracać.

    * Zagrał pan natomiast w pastiszu "Magdy M.", czyli "Magda M. 20 lat później" u Szymona Majewskiego. Jak to się stało?

    - Szymon złożył taką propozycję, a ja uznałem, że to jest bardzo fajny pomysł. Potem ludzie mi mówili: fajnie, że potrafisz się śmiać sam z siebie, potrafisz zachować dystans. Ale kiedy godziłem się na tę rolę, nie myślałem o tym. Po prostu spodobał mi się scenariusz. Nigdy nie brałem udziału w parodii serialu, więc chciałem spróbować. To fajne, nowe doświadczenie i fajna rola. To wszystko było robione na wariackich papierach, ale świetnie się bawiłem, bo robiliśmy to z przymrużeniem oka. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się z Szymonem w czasie tej pracy. Myślę, że mamy podobne poczucie humoru.

    * A kto zaproponował wizerunek Piotra?

    - Ja. Wydawało mi się, że to będzie fajne: Piotr - macho z przylizanymi włosami i tym gestem ciągle poprawiającym fryzurę (śmiech).

    * Dużo się zmieniło w pana życiu w ciągu tych pięciu lat od skończenia studiów?

    - Nie, tak naprawdę to tylko tyle, że mieszkam w Warszawie i dużo pracuję. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że to w każdej chwili może się zmienić. Mogą mieć mnie dosyć i już mnie nie będzie wszędzie pełno.

    * To wtedy zapewne miałby pan więcej czasu dla rodziny, bo teraz chyba nie jest z tym najlepiej?

    - To prawda, w tej chwili często nie ma mnie w domu. Mój dzień wygląda teraz tak, że rano wychodzę na zdjęcia, a po nich idę do teatru, od razu na spektakl. Wracam do domu około 22.

    * A co pan przygotowuje?

    - "Trzeciego oficera" z Maciejem Dejczerem. To potrwa do końca roku. A z teatrem bardzo dużo jeździmy. W styczniu natomiast rozpoczną się zdjęcia do "Latającego Cypriana". Jego akcja toczy się w XVII wieku na Słowacji, a tytułowy Cyprian to mnich, który żył w Czerwonym Klasztorze, a ja mam grać jego starszego brata.
    * Czym się pan kieruje, wybierając role?

    - Musi mnie zainteresować postać, która mam grać, albo reżyser. Tak było w przypadku Patryka Vegi, gdzie już spotkanie, możliwość pracy z człowiekiem była bardzo atrakcyjna. Wybierałem seriale, bo nie dostałem takiego filmu, w który chciałbym wejść od razu. A seriale po prosu podobają mi się. Oczywiście moja przyszłość zależy od wybierania ról. Podejmowanie decyzji jest w tym zawodzie najtrudniejsze. Nigdy nie wiadomo, czym się to skończy. Przecież gdy zgadzałem się grać w "Oficerach" czy "Świadku koronnym", nie widziałem, czy będzie to klapa czy sukces. Ale możliwość pracy z Dejczerem czy Grabińskim jest ważniejsza. To, że poznałem ludzi, nauczyłem się czegoś od nich. Wiem też, że w życiu trzeba żyć zgodnie z zasadami, być sobą, nie dać się złamać.

    * Czy teatr jest ważny w pana życiu?

    - Oczywiście, jak się skończy pracę przed kamerą, zostaje teatr. Mam świadomość, że za chwilę w filmie może mnie nie być, bo pojawi się ktoś nowy, młody. A teatr trwa.

    * Czy to prawda, że odmawia pan udziału w "Tańcu z gwiazdami", "Tańcu na lodzie" i innych tego typu programach?

    - Tak. To zupełnie nie moja "bajka", chociaż tańczyć lubię. Ale ten rodzaj rozrywki mi nie odpowiada.

    * Ćwiczy pan przed biegiem olimpijskim? Ma pan nieść znicz.

    - To w ogóle niesamowita historia, wielki zaszczyt i wielka przygoda. To zdarza się raz w życiu. Nieść taki znicz olimpijski, który trzymał Muhammed Ali! Kiedy mi to zaproponowano, myślałem, że ktoś żartuje. To ogromny zaszczyt. Nie wiem jeszcze, skąd i dokąd biegniemy, ale wiem, że będzie to 4 czerwca w okolicach Pekinu. Biegniemy razem - Reni Jusis, Krzysztof Hołowczyc i ja. Ale wracając do pytania - nie ćwiczę. Oczywiście uważam, że aktor powinien dbać o swoją kondycję i ciało, i to robię. A do biegu nie muszę specjalnie ćwiczyć, to tylko 500 metrów. Teraz nie mam czasu na ćwiczenia, ale przygotowując się do roli, robię to - siłownia i specjalna dieta. Ale tak na co dzień nie jestem takim napaleńcem, żeby ciągle ćwiczyć.

    * Czy to prawda, że nie korzysta pan z Internetu?

    - Tak, od kilku lat. Na początku "Magdy M." poczytałem głosy na forum, zobaczyłem, jak ludzie odnoszą się do mnie, do moich kolegów - trzasnąłem, wyłączyłem i od trzech lat nie mam Internetu. Jak potrzebuję wiadomości, to włączam TVN 24. Nie sądzę, bym coś stracił z tego powodu.

    * Co najgłupszego przeczytał pan o sobie?

    - Ostatnio? Że kupiłem luksusowy apartament na Mokotowie. Ja rozumiem, że ludzie chcą wiedzieć, co jem na śniadanie i czy moje dziecko nie ma anginy, a właśnie ma, ale ja nie chcę o tym rozmawiać. O swojej pracy, o tym, co dzieje się na planie, porozmawiam zawsze chętnie.

    * Ale wziął pan udział w wideoczacie, gdzie pytania były z różnych dziedzin.

    - Wziąłem, chociaż bardzo nie lubię gadania do kamery. Kiedy się z kimś spotykasz twarzą w twarz, można porozmawiać. Lubię spotkania z młodymi ludźmi, bo po pierwszych chwilach onieśmielenia, kiedy padają pytania typu: pływa pan? - pływam; a konno pan jeździ? - jeżdżę, przychodzą zadziory. Wytykają mi, że coś zrobiłem nie tak, pytają, dlaczego grałem tak a nie inaczej i to jest fajne. Na takie rozmowy mam czas. A szkoda mi czasu na rozmowy o niczym.

    * Dziękuję za rozmowę.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Mała Miss i Mały Mister 2016 - kandydaci. Zgłoś dziecko

    Mała Miss i Mały Mister 2016 - kandydaci. Zgłoś dziecko

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!