Zielińska: Szyłam suknie dla księżnej

    Zielińska: Szyłam suknie dla księżnej

    Piotr Piotrowski

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Barbara Zielińska w swoim dorobku ma blisko 50 ról i epizodów w filmach oraz serialach.

    Barbara Zielińska w swoim dorobku ma blisko 50 ról i epizodów w filmach oraz serialach. ©P. Kutkowski

    Barbarę Zielińską cała Polska zna przede wszystkim jako Zofię Grzybową, wybuchową i wpływową mieszkankę Tulczyna z telenoweli "Plebania".
    Barbara Zielińska w swoim dorobku ma blisko 50 ról i epizodów w filmach oraz serialach.

    Barbara Zielińska w swoim dorobku ma blisko 50 ról i epizodów w filmach oraz serialach. ©P. Kutkowski

    * Seriale "Plebania" i "Samo Życie", w których możemy panią oglądać, przekroczyły granicę tysiąca odcinków. Zaczyna się pani specjalizować w "tysiącznikach"?

    - (śmiech) Najpierw zagrałam w "Plebanii". Nie myśleliśmy o tym, że dojdziemy do tysięcznego odcinka. Wszystkim się wydawało, że jak nam stuknie pięćsetny, to będziemy szczęśliwi. Udało się zagrać tysięczny i teraz mamy nadzieję, że uda nam się osiągnąć liczbę 1500, a nawet 2000. Podobnie udało się z "Samym Życiem".

    * W "Plebanii" czy też poprawniej "na plebanii", spędziła pani siedem i pół roku. Ogląda się pani wstecz, jak to było na początku?

    - To na pewno kawałek czasu… Myślę, że przez ten okres udało mi się zżyć z graną przeze mnie postacią, znaleźć do niej wszystkie ścieżki. Mam porównanie, bo niedawno oglądałam powtórki pierwszych odcinków. Minęło siedem lat, a ja jakoś nie nudzę się z Zosią Grzyb. Spędzam z nią dużo czasu, bo oprócz tego, że gram ją przed kamerą, wcześniej muszę nauczyć się tekstu i przygotować wszystkie sceny.

    * Każda kamienica i wioska ma swoją Grzybową. To pewien typ. Ale fachowcy mówią, że by stworzyć typ, trzeba zagrać postać. Jak pani o niej myślała?

    - Na początku miałam tylko jej ogólny zarys. Nie wiedziałam, że Grzybowa przez tyle lat pozostanie w serialu. Scenarzyści szukali jakiejś drogi do stworzenia tej postaci, a ja ze swojej strony dołożyłam trochę z obserwacji różnych ludzi i dodałam swój temperament. To jest praca zespołowa. Myślę, że udało nam się stworzyć wyrazistą postać. Grzybowa to osoba z temperamentem, kłótliwa, ma jakieś przedziwne pomysły, które życie szczęśliwie weryfikuje. Jak przyjrzałam się jej poczynaniom przez te wszystkie lata, to wychodzi na to, że Grzybowa - na szczęście - nie zrobiła nikomu nic złego. Wszystko, co wymyśla, obraca się przeciwko niej. Cieszę się, że to nie jest potwór.

    * A jak panią odbierają ludzie z ulicy, którzy często utożsamiają aktorów z granymi postaciami?

    - Gdy dowiedziałam się, że mam grać taką okropną babę, trochę się przestraszyłam. Rzeczywiście, ludzie różnie reagują, często utożsamiając nas z granymi postaciami. Ale okazało się, że polubili Zosię. Odbierają ją z humorem. Czasem słyszę: "Oj, pani Zosiu, ale pani narozrabiała!" Raz tylko jeden pan powiedział, że jakby miał taką żonę, to by ją wyrzucił z domu. Najczęściej jednak traktują mnie jak osobę z sąsiedztwa.

    * W "Plebanii" przez te wszystkie lata zdarzały się pożegnania zawodowe, a nawet rozstania ostateczne. To chyba najsmutniejsze momenty w tej pracy?

    - Zdarza się. To serial, który ciągnie się przez tyle lat, więc jest nieuniknione, że jakiś wątek wygasa. Bardzo ciężkie chwile przeżywaliśmy, kiedy zmarł Paweł Gędłek, który grał Romusia. Był przeuroczym kolegą i wspaniale się z nim pracowało. Musieliśmy sobie poradzić z jego odejściem i jechać dalej.

    * Mówi się, że taki tasiemiec jest dla aktora zawodową pułapką. To się nie sprawdziło w przypadku aktorów z "Plebanii"...

    - To prawda, można zobaczyć moich kolegów w innych produkcjach czy popularnych programach telewizyjnych. Na szczęście nie zostaliśmy zaszufladkowani.

    * Pani też ma dużo zajęć. Codziennie jest pani na planach seriali?

    - Mam rzeczywiście sporo dni zdjęciowych, ale zdarzają się też wolne. Już pan wspomniał, że pracuję również w "Samym Życiu". Wątki Ireny Gawor i jej córki Kingi dość ciekawie się rozwijają. Irenę również lubię. To taka nadopiekuńcza mama, która dla swojej córki zrobiłaby wszystko. Kocha ją miłością wielką i z tej miłości zagłaskałaby córkę na śmierć. Chce przeżyć za nią życie, wszystko jej ułożyć…

    * Ale pani prywatnie nie jest taką totalną mamą?

    - Staram się nie być taką mamą-terrorystką.

    * Wiem, że pani córka już w liceum wyfrunęła z rodzinnego gniazda. Szkołę średnią kończyła w Stanach Zjednoczonych. A co robi teraz?

    - Studiuje w Szkocji - tak jak chciała, jak sobie wymyśliła. Troszkę chyba uciekła ode mnie, od matczynej troski. Na szczęście obecna technika ułatwia kontakty.

    * Czy studiuje na kierunku związanym z teatrem, jak planowała?

    - Nie. Studiuje projektowanie mody. Ale ma jakieś plany związane ze scenografią teatralną.

    * Dlaczego Szkocja?

    - Nasza rodzina ma z tym krajem od wielu lat dobre kontakty, ponieważ współpracujemy z organizatorami festiwalu edynburskiego. Córka jeszcze jako dziecko często jeździła do Szkocji.

    * Pani mąż również jest aktorem?

    - Tak, Edward jest aktorem, ale nie pracuje w zawodzie. Zajmuje się impresariatem teatralnym. Sprowadza ze Szkocji angielskojęzyczne przedstawienia dla młodzieży.

    * Poznaliście się państwo w szkole teatralnej w Krakowie?

    - Edward był moim starszym kolegą ze szkoły. Ale bliższą znajomość zawarliśmy, gdy po szkole wyjechaliśmy większą grupą do pracy w teatrze w Białymstoku.

    * Już w dorosłym życiu podobno pracowała pani nie tylko jako aktorka?

    - Przed laty, gdy pracowaliśmy z mężem w Londynie, by zarobić na zakup mieszkania w Warszawie, zatrudniłam się w renomowanej pracowni krawieckiej. Szyliśmy suknie dla księżnej Sary Ferguson i bogato zdobione suknie ślubne dla bogatych Arabek.

    * W Londynie zdobyła pani umiejętności krawieckie?

    - Szyć umiałam wcześniej. Potrafię też wyszywać różnymi skomplikowanymi ściegami i robić na drutach.

    * Wkrótce będziemy mogli spotkać się z panią w kinie…

    - Tak i spodziewam się, że to spotkanie sprawi widzom dużo radości. Użyczyłam głosu Marge w "Simpsonach". Długo szukano polskiej aktorki, której głos odpowiadałby tej postaci. W końcu zadecydował… komputer, że mam to być właśnie ja.


    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Mała Miss i Mały Mister 2016. Dodatek w czwartek, 8 grudnia

    Mała Miss i Mały Mister 2016. Dodatek w czwartek, 8 grudnia

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!