Piotr K. stanął przed sądem. „Nie chciałem zabić Karola”

    Piotr K. stanął przed sądem. „Nie chciałem zabić Karola”

    elzem

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Piotr K. stanął przed sądem. „Nie chciałem zabić Karola”

    ©Aleksander Piekarski

    - Nie czuję się mordercą. Nie zależy mi na wyroku, chcę tylko, żeby ludzie wiedzieli, że nie chciałem zabić Karola - wynikało z odczytanych w sądzie wyjaśnień Piotra K. Prokuratura oskarża mężczyznę o to, że dziewięć lat temu od zadanych przez niego ciosów nożem zginął kibic kieleckiego klubu piłkarskiego - Karol Piróg. W czwartek w Kielcach ruszył proces w tej sprawie.
    Piotr K. stanął przed sądem. „Nie chciałem zabić Karola”

    ©Aleksander Piekarski



    W nieco ponad dziewięć lat po tragicznej śmierci Karola Piróga jego rodzice i brat znaleźli się w sali sądowej, aby móc spojrzeć na młodego, 28-letniego chłopaka, którego prokuratura oskarża o zadanie trzech ciosów nożem w okolice klatki piersiowej Karola, co skutkowało jego natychmiastową śmiercią.
    Oskarżony przyznaje się do tego, że brał udział w zdarzeniu jednak z całą stanowczością podkreśla, że nie chciał śmierci 22-letniego wtedy Karola. Nie wyglądało na to, aby rodzinie zamordowanego Karola przynosiły ulgi zapewnienia oskarżonego. Trudno było im powstrzymać łzy, gdy kolejno sąd odczytywał wyjaśnienia Piotra K., gdy koledzy Karola wracali pamięcią do tych dramatycznych wydarzeń...

    Z wyjaśnień Piotra K. - dziś 28-letniego mężczyzny, które ten złożył podczas posiedzenia aresztowanego przed sądem wynika, że 21 września 2007 roku wraz z kilkoma kolegami dwoma - trzema samochodami udali się z Krakowa do Kielc. Cel był jeden. Zabrać flagę należącą do fanów Korony Kielce. Do feralnego - jako się miało okazać - spotkania dwóch grup kibiców doszło najpierw niedaleko stacji paliw w osiedlu Bocianek w Kielcach, a po chwili przy alei Solidarności - w zatoczce autobusowej na wysokości Exbudu. Na wprost siebie stanęły dwie grupy - jak wynikało z relacji zarówno oskarżonego jak i z zeznań, które w czwartek w sądzie składali koledzy Karola. Kielczanie mieli tylko gołe pięści, ci z Krakowa nóż, style od siekiery.

    - Miałem nóż - przyznawał przed sądem Piotr K. - Wiedziałem, że nas jest mniej i dojdzie do bijatyki. Myślałem tylko o tym, żeby spowolnić fanów Korony. Ruszyliśmy na nich, w pewnej chwili zorientowałem się, że jestem sam. Podbiegłem do stojącego samochodu, z którego wcześniej wysiadło kilka osób. Szyba od strony pasażera była otwarta. Wsunąłem tam rękę z nożem. Zadałem tylko jeden cios i wtedy samochód odjechał - wyjaśniał oskarżony.

    Jak dodawał później jeszcze starł się z grupą innych kielczan. Wtedy raniony został inny fan kieleckiego klubu, a napastnicy wsiedli do samochodu i odjechali. - Pojechaliśmy do znajomego w Kielcach i od niego dowiedzieliśmy się, że po naszym starciu nie żyje jedna osoba. Zamarłem, modliłem się w myślach do Boga, żeby to nie był ten chłopak, którego zraniłem nożem - mówił w sądzie oskarżony.

    28-latek tłumaczył, że uciekł do Wielkiej Brytanii, gdzie ukrywał się przez ponad osiem lat bo wiedział, że nikt nie uwierzy mu, że nie chciał zabić Karola. - Bałem się zemsty ze strony kibiców z Kielc. Bałem się, że sąd mi nie uwierzy. Cały czas myślałem o tym, co się stało. Miałem depresję, brałem narkotyki, które sprawiały, że przez chwilę zapominałem o śmierci Karola. Gdy w styczniu w miejscu mojej pracy w Wielkiej Brytanii pojawili się policjanci i o mnie pytali, postanowiłem zakończyć sprawę. Sam zadzwoniłem na policję i powiedziałem, gdzie jestem, że chcę się poddać - słowa oskarżonego odczytywał Łukasz Sadkowski sędzia referent w tym procesie.

    Sąd też przesłuchał kolegów i znajomych Karola, którzy tego tragicznego dnia byli wraz z nim w samochodzie. - Spotkaliśmy się w pubie “Maraton”, piliśmy piwo. Nagle ktoś krzyknął “Wisła na Bocianku”!. Pojechaliśmy tam. Nie planowaliśmy bijatyki, chcieliśmy im dać do zrozumienia, żeby wyjechali z naszego miasta - opowiadał 30-letni dziś znajomy Karola. O samy zdarzeniu, które doprowadziło do śmierci Karola tak opowiadał: - Siedziałem za Karolem w samochodzie. Nagle jakaś postać przebiegła i zobaczyłem ruch na przednim siedzeniu. nie widziałem ciosów. W tej samej sekundzie nasz samochód ruszył. Karol powiedział tylko “dostałem” i zaczął tracić przytomność. Pojechaliśmy do szpitala przy Kościuszki. Wnieśliśmy nieprzytomnego Karola do środka. Po 20- 30- minutach wyszedł lekarz i powiedział, że Karol nie żyje...

    Komentarze (29)

    Wszystkie komentarze (29) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Strefa Imprez

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Studniówki 2017

    Wybieramy najlepszą studniówkę 2017. Zobacz i zagłosuj

    Wybieramy najlepszą studniówkę 2017. Zobacz i zagłosuj

    Wybieramy Miss Studniówki. Zobacz kandydatki

    Wybieramy Miss Studniówki. Zobacz kandydatki

    Wybieramy Mistera Studniówki. Zobacz kandydatów

    Wybieramy Mistera Studniówki. Zobacz kandydatów

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!