Uratowali życie przebitego na wylot

    Uratowali życie przebitego na wylot

    Michał Nosal

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Pani Agnieszka nie odstępuje łóżka swego cudem uratowanego męża. Dziewięć dni temu miała tylko nadzieję.

    Pani Agnieszka nie odstępuje łóżka swego cudem uratowanego męża. Dziewięć dni temu miała tylko nadzieję. ©A. Piekarski

    To cud przeżyć taki wypadek. Lekarze uratowali mężczyznę przebitego na wylot metalowym kątownikiem.
    Pani Agnieszka nie odstępuje łóżka swego cudem uratowanego męża. Dziewięć dni temu miała tylko nadzieję.

    Pani Agnieszka nie odstępuje łóżka swego cudem uratowanego męża. Dziewięć dni temu miała tylko nadzieję. ©A. Piekarski

    Najpierw trzeba mieć szczęście, dopiero później my możemy coś zrobić - mówią lekarze ze szpitala na kieleckim Czarnowie o tym, co przeszedł pan Tomasz. Podczas wypadku samochodowego mężczyznę na wylot przebił metalowy element ogrodzenia.

    Do kraksy doszło w niedzielę 20 stycznia w Skorzeszycach, w podkieleckiej gminie Górno. Kilka minut po godzinie 18 seat toledo zjechał z prostej drogi prowadzącej przez wieś, ściął słup i uderzył w ogrodzenie - deski połączone metalowym kątownikiem.
    Samochód "zebrał" część płotu i zatrzymał się, rozbijając murowaną kapliczkę. Metalowy element ogrodzenia zatopił się w piersi pasażera. Przeszedł na wylot. Wbił się w fotel, przybijając do niego swoją ofiarę.

    SZCZĘŚCIE I FACHOWCY

    - Samochodem jechało trzech młodych mężczyzn. Kierowca zniknął z miejsca wypadku. Zostało dwóch pasażerów. Jeden miał tylko potłuczenia i został zwolniony do domu. Sytuacja drugiego była znacznie poważniejsza - opowiadali potem policjanci.

    Wbrew temu, co złośliwi powtarzali później, chodząc po wsi, 27-letni Tomasz, ojciec dwóch córek, mąż pani Agnieszki, nie zginął w tym wypadku. Przeszedł operację i już wybudzono go ze śpiączki.

    - Miałem szczęście i trafiłem w ręce fachowców. W szpitalu na Czarnowie zapewnili mi taką opiekę, że będę im wdzięczny do końca życia. Wszystkim. Od lekarzy, przez pielęgniarki aż po panie, które sprzątają sale - mówi 27-latek, który cudem uniknął śmierci.

    PRZYTOMNY PO TRAGEDII

    Najpierw trudne zadanie mieli strażacy. Trzeba było tak wyciąć mężczyznę z auta, aby nie uszkodzić organów wewnętrznych. Udało się. Potem 27-latka zabrała na pokład karetka. Wóz ruszył na kielecki Czarnów, do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego.
    Doktor Norbert Sławeta dyżurował akurat w izbie przyjęć, gdy karetka przywiozła 27-latka, przebitego metalowym elementem ogrodzenia.

    - Wyglądało to dramatycznie. W ciele mężczyzny tkwi około półmetrowy kawałek metalu. Widok był niebywały także dla osób z dużym doświadczeniem. Było to tym bardziej zadziwiające, że mężczyzna był przytomny. Logicznie mówił - przyznaje doktor Sławeta.
    SZÓSTKA W LOTKA TO PESTKA

    Metalowy kątownik przeszedł przez organizm pana Tomasza, omijając najważniejsze organy i duże naczynia krwionośne. Lekarze tłumaczą, że metal przeszedł między sercem a płucem (tylko lekko je uszkadzając), ominął także śledzionę. Oceniają, że 27-latek miał więcej szczęścia niż gdyby przy ogromnej kumulacji trafił szóstkę w lotka. Szczęście nie tylko dlatego, że element ogrodzenia przeszedł przez jego organizm, nie naruszając najwrażliwszych jego organów.

    - Kiedy dostaliśmy sygnał, jakiego pacjenta wiezie nam karetka, był akurat moment, gdy jedna zmiana lekarzy kończyła, a druga zaczynała pracę. Na operację zostały oba zespoły - wyjaśnia Norbert Sławeta.

    Operacja trwała cztery godziny. Poprowadził ją doktor Jerzy Zapart. Operował również doktor Sławomir Szafran. Lekarzom udało się wyciągnąć z mężczyzny metalowy kątownik i elementy gąbki, pochodzące z samochodowego siedzenia.

    "ZAWDZIĘCZAM IM ŻYCIE MĘŻA"

    - Przez tydzień mąż był w śpiączce. Jego stan był poważny. W czwartek lekarze zdecydowali się lekko go wybudzić. Otwierał wtedy tylko oczy i zamykał je. W niedzielę, tydzień po wypadku, obudzili go. Wiedział jedynie, że go boli. Sądził, że minęły dwa, trzy dni - opowiada żona cudem uratowanego.

    On sam nie pamięta ani tego, jak doszło do wypadku, ani tego, co było po nim. Od żony usłyszał, jak po kraksie sołtys Skorzeszyc zebrał grupkę dziewięciu ochotników. Oddali krew.

    - Kiedy mąż trafił do szpitala, lekarze mówili, że stan jest bardzo ciężki i pozostaje mi tylko mieć nadzieję. Uratowali go. Zawdzięczam im życie męża. Teraz może być już tylko lepiej - mówi pani Agnieszka.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (14)

    Wszystkie komentarze (14) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Strefa Imprez

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Mała Miss i Mały Mister 2016. Zgłoś dziecko!

    Mała Miss i Mały Mister 2016. Zgłoś dziecko!

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!