zdrowie-i-uroda
    Wybierz miasto:

    Lekarstwo na miłość

    Izabela Bednarz

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    O tym jak się odkochać z niewłaściwej miłości rozmawiamy z Krzysztofem Koroną, psychoterapeutą i seksuologiem klinicznym.
    Niektórzy naukowcy uważają, że nasze upodobania miłosne kształtują się gdy mamy pięć, sześć, siedem lat.

    Niektórzy naukowcy uważają, że nasze upodobania miłosne kształtują się gdy mamy pięć, sześć, siedem lat. ©archiwum

    * Seksuolog kojarzy się zwykle ze specjalistą zajmującym się leczeniem zaburzeń seksualnych. A do kogo mają się zwrócić ci, którzy mają problemy z miłością?

    - Właśnie do seksuologa, najlepiej z podstawowym wykształceniem psychiatrycznym lub psychologicznym a nie urologicznym. Cierpienia z powodu miłości nie da się wyleczyć tabletką na poprawienie satysfakcji seksualnej a tabletki na popsucie seksualnego apetytu jak na razie nikt jeszcze nie wymyślił. Gdy stan zakochania doprowadził człowieka do takiego przeciążenia psychiki, że pojawiały się objawy zaburzeń psychicznych (omamy, urojenia), wtedy najlepiej od razu zdecydować się na pobyt w szpitalu psychiatrycznym, bo w inny sposób nie da się skutecznie pomóc.

    * Czyli jest ziarenko prawdy w powiedzeniu "zwariować z miłości"?

    - W podręczniku psychiatry profesora Bilikiewicza opisywany jest zespół objawów zaburzeń psychicznych pod nazwą syndroma amorosum czyli stan zakochania. Profesor nazywa ten stan psychofizjologiczną psychozą czyli… czymś podobnym do trądziku młodzieńczego, który każdy normalnie dojrzewający człowiek powinien przechodzić.

    * No tak, ale jedni przechodzą trądzik łagodnie, inni wymagają specjalistycznego leczenia. Czy z zakochaniem też tak jest?

    - Ze zwariowanymi z miłości mają do czynienia nie tylko seksuolodzy, psychiatrzy czy psychologowie, ale także policja, straż miejska, prokuratura. Patologicznie zakochani zabijają, gwałcą, kradną, podpalają, skaczą z wieżowca, przestają jeść, spać, uczyć się, smarują sprejem po ścianach i robią wiele innych głupich rzeczy.

    * Zabrzmiało niebezpiecznie…

    - Bo łatwo jest edukować dziecko jak ma zachowywać się w łóżku, kiedy rozpocznie współżycie, co to jest prezerwatywa i że miłość "69" nie doprowadza do zajścia w ciążę. Nieco gorzej jest natomiast z edukacją na temat "mądrego zakochiwania się". Dzieciaki w szkole obficie czerpią z postaci literackich i na przykładach zachowań takich bohaterów uczą się jak szantażować kochankę lub kochanka, czytają instrukcje jak … rzucać się pod pociąg czy pić truciznę, gdy jakaś panna nie jest zainteresowana miłością, albo gdy rodzice nie zaakceptowali wybranka. Do wpadania w stan zakochania zachęcają wszyscy: podręczniki radzą jak skutecznie uwodzić, flirtować, jak się podobać, rodzice podpowiadają jak się ładnie uczesać i ubrać. Nikt natomiast nie zajmuje się edukacją miłosną i udzielaniem porad jak np. się odkochać, jeżeli okaże się że partner nie jest zainteresowanych naszymi uczuciami albo okazał się psychopatą, który znęca się nad kochającą go osobą.
    * A można coś poradzić na taką beznadziejną miłość, skoro, jak sam Pan powiedział, zakochanie to psychofizjologiczna psychoza?

    - Nie ma rad uniwersalnych. W pierwszej kolejności trzeba ocenić stan psychiczny zakochanego. Czy ma objawy psychozy, depresji, nerwicy albo czy nie cierpi od dawna na zaburzenia osobowości, bo wówczas leczyć trzeba jego charakter. Zanim poda się sposób wychodzenia z zakochania, trzeba ustalić diagnozę.

    * Za to ludowi psychoterapeuci mają cały arsenał gotowych porad. Pierwsza z tego cyklu brzmi: zapomnij!

    - Teoretycznie - słuszna. Praktycznie często nie do zrealizowania. Natrętnie powracające obrazy z cyklu "Jak to było gdy... " niełatwo poddają się dyrektywie rozumu. "Napij się wódki!" - to kolejna popularna rada. Nie tylko nieskuteczna ale i niebezpieczna! Często bowiem po napiciu się, myśli wracają jak morska fala a wraz z nimi kac i frustracja i chęć zrobienia jakiejś głupoty, która przeradza się w popełnienie niebezpiecznego czynu.

    * Czyli dla nieszczęśliwie zakochanych nie ma prostych rad?

    - Oczywiście że są, bo przecież nie każdy, kto wpadł w sidła niechcianych uczuć, kładzie się na kozetkę u psychoanalityka i mówi o podświadomej nienawiści do tatusia lub mamusi, która utrudnia mu zbudowanie satysfakcjonującej relacji z partnerem erotycznym.

    * A co z nieszczęśliwą miłością mają wspólnego nasi rodzice?

    - Niektórzy naukowcy uważają, że nasze upodobania miłosne kształtują się gdy mamy pięć, sześć, siedem lat. Seksuolog John Money z Johns Hopkins University stworzył teorię map miłosnych. Uważa on, że w dzieciństwie wytwarzamy wzorzec tego, co nas pociąga i odpycha. Dom rodzinny i najbliższe otoczenie kształtują nasze gusty, które decydują później o wyborze partnera. Pewne cechy charakteru, zachowania przyjaciół i krewnych kojarzą się nam przyjemnie, inne - odpychają. W mózgu tworzy się obraz idealnego kochanka. Napotkana osoba jest porównywana z tym wzorcem. Im jest ona bliższa ideałowi, tym prawdopodobnie większą mamy szansę na płomienny romans. Trzymając się tych naukowych wywodów można by powiedzieć: popatrz na zdjęcie mamusi albo zadzwoń do tatusia, jak ci w miłości nie wychodzi, bo to złagodzi twoje cierpienie. I ja zgodzę się z taką sugestią, bo kontakt z bliskimi w sytuacji katastrofy uczuciowej zawsze pomaga.

    * Czyli seksuolodzy nie wymyślili leku na niechcianą miłość?

    - Leku nie ale... Znany amerykański psychiatra Michael Liebowitz z New York State Psychiatric Institute uważa, że zakochujemy się wówczas, gdy neurony w tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za powstawanie uczuć, są nasycone i uwrażliwione przez specyficzne substancje chemiczne mózgowe, w tym dopaminę i katecholaminę. Liebowitz przebadał grupę nieszczęśliwie zakochanych. Okazało się, że u chorych z miłości zaburzone jest wydzielanie tych substancji. Potwierdziły to badania innego psychiatry amerykańskiego, Hectora Sabelli. W moczu osób szczęśliwych stwierdził on podwyższoną zawartość produktów przemiany tych związków chemicznych. Natomiast ci, którzy przeżywali uczuciowy kryzys, mieli ich zdecydowanie mniej. Chorym z miłości zaczęto więc podawać specjalne leki, dzięki którym nastąpiło podwyższenie poziomu miłosnych chemikaliów podobnych do amfetaminy, odpowiedzialnych za utrzymywanie się stanu oczarowania. Terapia okazała się skuteczna. Ja takie eksperymenty odradzam, bo efektem ubocznym może okazać się… niespodziewana miłość do psychiatry przepisującego tabletkę szczęścia. Bezpieczniejsza będzie czekolada. Lecznicze związki znajdują się podobno właśnie w tym smakołyku. Tak więc zamiast przesyłać bombonierkę sympatii, która na zakończenie romansu nawet nie powiedziała "do widzenia", lepiej, dla wyrównania składników chemicznych we wrzącej z pożądania krwi, zjeść ją samemu.

    Dziękuję za rozmowę

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Styl życia

    Polecamy

    Mała Miss i Mały Mister 2016 - kandydaci. Zgłoś dziecko

    Mała Miss i Mały Mister 2016 - kandydaci. Zgłoś dziecko

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Pierwszaki 2016 w Świętokrzyskiem. Zobacz wszystkie klasy i zagłosuj

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Z Echem Dnia możesz wygrać pieniądze i fantastyczne mieszkanie!

    Jedzenie i zabawa

    Na językach