Antoni Błądek: Bez rodziny nie ma życia

    Antoni Błądek: Bez rodziny nie ma życia

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Antoni Błądek jako starosta przy swoim biurku.

    Antoni Błądek jako starosta przy swoim biurku. ©Z. Surowaniec

    Przedstawiamy nowych parlamentarzystów. Poseł Antoni Błądek pochodzi z biednej rodziny. Może dlatego jest czuły na potrzeby innych.
    Antoni Błądek jako starosta przy swoim biurku.

    Antoni Błądek jako starosta przy swoim biurku. ©Z. Surowaniec

    Starosta stalowowolski Antoni Błądek jechał bez wielkich emocji do Sejmu na zaprzysiężenie na posła Prawa i Sprawiedliwości. Bo jak przyznaje, wychował się w biednej chłopskiej rodzinie i to go nauczyło dystansu do życia i twardego chodzenia po ziemi.

    Urodził się w Kołodziejach, wsi w gminie Bojanów w powiecie stalowowolskim. Jako starosta miał okazję dokończyć drogę przez rodzinną wieś. Ułożenie czterech kilometrów gładkiego asfaltu możliwe było dzięki unijnej kasie. A kumoterstwa nie było w tym ani za grosz, bo inwestycja spełniała kryteria przyznania środków unijnych, a rozpoczęła się zanim został starostą.

    Zatrzymujemy się przy rodzinnej wsi. - Razem ze mną było nas w domu sześcioro dzieci - wspomina. On był najmłodszy, najstarszy brat był starszy od niego o 21 lat. - Rodzice mieli kawałek ziemi, ale w tamtej okolicy są ziemie słabe, czwartej piątej klasy - mówi. Pamięta więc głód, jaki się pojawiał zwłaszcza na przednówku. - Zdecydowana większość mieszkańców w tamtej okolicy była bardzo biedna - zapewnia.

    PISZCZĄCA BIEDA

    Rodzeństwo Błądków wyrwało się z tej biedy. Dwaj bracia mieszkają we Wrocławiu, siostra jest w Ameryce, reszta na emeryturach. Wspomnienia rodzinnego gniazda wróciły w tym roku, kiedy pojechał na grób rodziców do wsi Stany. Był jeszcze czas do nabożeństwa żałobnego i przejechał nową drogą do Kołodziejów, Maziarni. Rzucił okiem na Łęg, gdzie jako dzieciak kąpał się i baraszkował w czystej wodzie, w której pływały raki.
    To, co wyniósł z rodzinnego domu, to ogromna więź z rodziną, gotowość pomocy rodzinie, skromność, wiara w Boga, rzetelność, uczciwość. Ja bym dodał szczupłą sylwetkę i młodzieńczy wygląd. Ma 60 lat, ale wygląda znacznie, znacznie młodziej. - To samo jest z moim najstarszym bratem. Ma 81 jeden lat, ale wciąż chodzi po górach - dopowiada.

    Żonę pan Antoni poznał w hucie. To w Stalowej Woli był bardzo popularny sposób poznawania się i zawierania związków małżeńskich. Huta była wtedy wszystkim, najważniejszym zakładem. Reszta zakładów świeciła światłem odbitym. - Żona najpierw pracowała w dziale finansowym, potem była ekonomistą w zakładzie wojskowym - przypomina. On był pracownikiem działu kontroli jakości.

    ŁAGODNY TATA

    Państwo Błądkowie mają dwoje dzieci. - Jestem z nich bardzo zadowolony. Życzyłbym każdemu rodzicowi takich dzieci - mówi uśmiechnięty. Dziś 23-letni Szymon studiuje informatykę na Politechnice Krakowskiej, 22-letnia Ewelina kończy studia w Akademii Górniczo-Hutniczej na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska. Oboje mają stypendia naukowe, co odciąża nieco kieszenie rodziców.
    Szymon zagadnięty o tatę, mówi o nim: - Łagodny, pogodny, radosny. W domu raczej on rządzi. Potrafi upiec pizzę, ugotować rosół, pierogi.

    Pan Antoni potwierdza, że czasem coś upitrasi, ale bardzo rzadko. Kuchnia nie jest jego pasją. Ze dwa razy ulepił i ugotował ruskie pierogi ściśle według przepisu, jaki mu zostawiła żona. Popisał się także rosołem. Natomiast bez oporów chwali pizzę swojego wypieku. - Jest naprawdę dobra - zapewnia. I jest fanem kuchni swojej żony. Uwielbia podane przez nią pierogi, bigos, leczo.

    Szymon przyznaje, że w przeciwieństwie do taty, nie interesuje się polityką. - On jest informatykiem i cały dzień siedzi z głową w monitorze - tłumaczy świeżo upieczony poseł Prawa i Sprawiedliwości. Za to żona pana Antoniego popiera jego sympatie polityczne. - Przez lojalność - ocenia mąż.

    PSY NIE ZAWIODĄ

    W domu państwa Błądków są dwa psy - pudel Kora i owczarek belgijski Nuka. - To moi najlepsi przyjaciele. Są bardzo wierne, nigdy mnie nie zawodzą - wystawia im ocenę. Powitanie w domu, kiedy przychodzi po pracy, jest zawsze bardzo serdeczne z obu stron.

    Pan Antoni zwierza się, że lubi wypoczywać w kontakcie z dziką przyrodą, na odludziu. A to umożliwiają Bieszczady. - Dwa razy w roku wyjeżdżam z żoną do Wetliny i różnych innych miejsc. Na wyprawy jadą z nimi państwo Gargasiowie, z którymi są zaprzyjaźnieni. Z Andrzejem Gargasiem, który był już posłem Akcji Wyborczej Solidarności, pan Antoni będzie miał teraz wiele tematów do obgadania.

    - Na życie towarzyskie nie mam czasu - mówi pan poseł. Wraca późno do domu. Poza tym buduje dom w Agatówce, a to pochłania mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy. - To średniej wielkości dom, na który już mogę sobie pozwolić - przyznaje. - Pozwoli mi żyć z dala od zgiełku. W jesieni życia potrzebuję więcej spokoju niż kiedy byłem młody - snuje refleksję.

    ŚLUBOWANIE BEZ RODZINY

    Dzień ślubowania w Sejmie był dla niego dużym przeżyciem. - To robiło wrażenie. Potwierdziłem, że biorę odpowiedzialność za swoje decyzje - przyznaje. Nie udało się pojechać do Warszawy z rodziną, bo każdy miał jakieś obowiązki w szkole i w domu. Przypadło mu miejsce przy ścianie, w sąsiedztwie posłów Płużyńskiego i Komołowskiego.

    Poseł Błądek ma pretensje do Platformy, że na pierwszym posiedzeniu przeforsowała Stefana Niesiołowskiego na wicemarszałka. - Czuję niesmak, gdy widzę z jaką zaciekłością wyzywa ludzi z Prawa i Sprawiedliwości - tłumaczy niechęć do tego posła. Obawia się także, że Platforma przeforsuje oddalenie budowy ważnych dla naszego regionu dróg szybkiego ruchu, takich jak S19 czy S74. Ma zamiar użyć wszystkich sił, żeby te inwestycje zostały zrealizowane w obiecanym czasie.

    SKROMNY HOTEL

    O pokoju w hotelu sejmowym mówi, że jest bardzo skromny i odbiega od standardu turystycznych hoteli. Ma nadzieję, że będzie więcej czasu na poznanie Warszawy. Do tej pory wpadał do stolicy jako członek Rady Nadzorczej huty.
    Antoni Błądek, który został posłem jako starosta stalowowolski, nie ma jeszcze okazji poczuć się posłem na całego. Z powodu nie wybrania nowego starosty... pełni tę funkcje nadal. I choć już zrzekł się mandatu radnego, zgodnie z wyjaśnieniem kancelarii Sejmu, nie może w tym czasie korzystać z poselskiego uposażenia, 10 razy większego od pensji starosty. Nie może także na razie założyć własnego biura poselskiego.

    Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Posłowanie stanie się najważniejsze. A w tej stresującej pracy oparciem dla niego będzie rodzina. - Jak jest rodzina, to jest dla kogo żyć, dla kogo pracować i poświęcać się - powiedział na pożegnanie.

    Komentarze (10)

    Wszystkie komentarze (10) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo